Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retrogaming. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retrogaming. Pokaż wszystkie posty

SECRET SERVICE 31 (styczeń 1996) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z SECRET SERVICE


Magazyn: SECRET SERVICE 
Numer: 31 
Data wydania: styczeń 1996 
Moje TOP 3 z numeru: REBEL ASSAULT 2, APACHE, CEASAR 2 
#kioskzretro 
    Witajcie w kolejnym przeglądzie kolejnego numeru świetnego magazynu SECRET SERVICE. Materiał o tym numerze jest jak zawsze dostępny również na moim kanale YT i tam też jak zwykle odpaliłem kilka, a w tym przypadku nawet kilkanaście gier. Możecie zobaczyć jak te gry wyglądają po latach, trochę powspominać, może coś odkryć, i "przekartkować" ze mną kolejny numer. Tutaj na blogu chcę prowadzić takie powiedzmy archiwum przeglądów tych numerów, żeby można było nawet za jakiś czas wrócić do tego i przypomnieć sobie kilka fajnych gier czy artykułów. Nie znajdziecie tu wszystkich stron, ale na pewno każdy kto w tamtych czasach czytał SECRET SERVICE, już na widok kilku screenów, albo samej okładki, przypomni sobie co było w środku, co się wtedy działo na naszych osiedlach i w co graliśmy w naszych malutkich pokoikach, dzieląc często przestrzeń z bratem lub siostrą.

Wchodzimy w rok 1996. Nowy SECRET SERVICE w łapie na zimowe wieczory. Powiem Wam, że robiąc przegląd i nagrywając materiał, wyszedł z tego mały „potworek” i najdłuższy odcinek serii. Tak więc od razu zapraszam na YT.


Jest mnóstwo fajnych gier, jest jeszcze Amiga, kilka ciekawostek technicznych i czuć coraz mocniej wdzierające się konsole...

W jakim kierunku to wszystko idzie, sami możecie się przekonać.
Muszę powiedzieć, że pomimo obszerności tego 31. numeru i tego, co napisałem, czegoś mi jednak tutaj brakuje... I nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że nie znalazłem tutaj jakiejś perełki z dawnych lat, jak Command & Conquer czy UFO. Nie odkryłem też niczego wyjątkowego, co zdarzało się przy poprzednich przeglądach. Więc nie chodzi tylko o stare, znane hity. Tutaj po prostu czegoś nie ma, albo może dobór tych tytułów nie trafił idealnie w mój środek tarczy.
No ale dość narzekania, bo przecież nie było tak źle. I od razu przejdę do podium, bo takie „naciągane” mega odkrycie tutaj jest. I jest nim gra REBEL ASSAULT 2 od LucasArts. Oczywiście spodziewałem się innej gry, bardziej symulatora w stylu X-WING, a tutaj dostałem hollywoodzką produkcję w uniwersum STAR WARS, w której mogę wziąć udział. I powiem Wam, żeby się trochę wytłumaczyć, dlaczego ta gra jest numerem jeden w tym przeglądzie. Bo oceniam ją z perspektywy małego Bajtla, który dostaje do Peceta swój pierwszy napęd CD. Przywozi z giełdy na Gliwickiej piracką płytę z nagraną grą i... zachwytom nie ma końca. Wtedy zbierałbym szczękę z podłogi. Można zarzucać grze, że nasz udział jest minimalny, ale jednak ta gra ma coś w sobie, a same sekwencje wideo nawet dzisiaj wyglądają rewelacyjnie. No i wciągnął mnie jednak ten klimat STAR WARS.




Drugie miejsce to świetny symulator śmigłowca APACHE. W tamtych czasach - marzenie. Dzisiaj mogę zagrać i cieszyć się każdym kolejnym trafieniem czołgu czy naziemnego stanowiska rakietowego. Gra wygląda rewelacyjnie, choć od śmigłowców wolę samoloty.



Trzecie miejsce - takie prawie ex aequo. Strategia CEASAR 2. Bardzo rozbudowana, ciekawa, z przepiękną grafiką. Ale jeśli chodzi o takie klimaty, to ja zawsze mam przed oczami intro z gry CENTURION, kiedy to wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa... I HEXEN - prawdziwy diabeł ówczesnych FPS-ów. Wzbraniałem się przed tą grą, bo nie lubiłem świata fantasy zamkniętego w gatunku FPS. FPS-y to przecież DOOM, QUAKE, DUKE NUKEM 3D. Muszą być przecież giwery, wyrzutnie rakiet, a nie macanie się sztylecikami czy gałązkami. Ale nie powiem, bawiłem się świetnie, waląc z pięści w ryj jakiemuś maszkaronowi od Lucyfera.



A tutaj "screeniki" z prawdziwego DIOBŁA!!! Jednak dobry jest ten DIOBOŁ, dobry!



Na wyróżnienie zasługuje ACTUA SOCCER, choć nie jestem i nigdy nie byłem fanem piłki nożnej. Ale ta gra ma w sobie coś wyjątkowego. Nie wiem czy nie odpaliłem jej pierwszy raz po latach, ale przez te kilka chwil dała mi sporo frajdy. Nawet w 320x240 wygląda bardzo fajnie. Trójwymiarowa grafika, różne ujęcia kamer i sama rozgrywka spowodowały, że nie chciałem zejść z murawy.



Kolejną taka grą był NBA JAM. Pamiętam, że w tamtych latach interesowałem się bardziej koszykówką niż piłką nożną i miałem w klasie kolegów, którzy znali nazwiska wszystkich graczy z każdej drużyny. Chwilę zagrałem i znowu wrażenia podobne jak w ACTUA SOCCER. Bardzo dobry i miodny tytuł.


Idąc dlaej, było małe odkrycie, czyli amigowy SEEK AND DESTROY. Zawsze kręciły mnie gry o helikopterach, a tutaj mamy widok z góry i planszę obracającą się o 360 stopni. Jest akcja - jest frajda.



No i nie mogę zapomnieć o kultowej grze SKIDMARKS... Choć szczerze, tak jakoś nie do końca rozumiem fenomen tej gry. No fizyka fajna, fajna rywalizacja, może w kilka osób to jest dopiero zabawa...


I jak jesteśmy jeszcze przy "autkach" to jest tutaj jeszcze jedna fajna, taka trochę bardziej hardkorowa gra pod tytułem ROADKILL. Sam tytuł tłumaczy wszystko, a zabawa jest naprawdę rewelacyjna. Polecam.


No to dowalmy jeszcze do pieca, tym razem z PeCetowej "rury". Znacie pewnie QUARANTINE... No to przedstawiam Wam jego młodzego brata. Panie i Panowie... Przed Państwem ROADWARRIOR! Dodam tylko, że gra jest miodna, brutalna, a sam engine jest, jak to redaktorzy ujęli - "potwornie szybki"!



CRYSTAL DRAGON - też całkiem fajny. Wiecie, tutaj też wyróżniam te gry z mojej czystej miłości do AMIGI 500. Ale wracając do tego tytułu, warto zagrać i warto polecić komuś takiemu jak ja, który w tamtych latach olał te wszystkie "erpegi", bo myślał, że są zbyt trudne. A trzeba było po prostu spróbować.


Będąc jeszcze przy "erpegach" mamy też pierwszą recenzję słynnej gry STONEKEEP, która podobno była tworzona 100 lat... Żartuję oczywiście, ale z 25 lat łącznej pracy zespołu deweloperskiego na pewno. No i jak? No i na pierwszy rzut oka rewelacyjnie, grafika ma w sobie coś z realizmu, ale tak chodzę po tych podziemiach, chodzę i po chwili zdaję sobie sprawe z tego, że ta lokacja jest taka sama przez 15 minut mojego chodzenia. Nic się nie zmienia, no może prócz kilku atakujących mnie pająków i jakiś małych, wrednych krasnoludów. Ale trzeba przyznać, że przeciwnicy robią wrażenie, a pająki są obrzydliwe... No ale jakoś tak euforia wygasła, a teraz kiedy piszę ten teskt, jeszcze bardziej wygasła. Więc ogólnie chyba muszę dłużej pograc, albo ta gra to trochę przerost formy nad treścią, choć ocena wysoka.


Kartkując dalej, natknąłem się na ciekawy polski tytuł, a w zasadzie 2 tytuły. Jeden trochę przypomina i chyba był nawet inspirowany grą ANOTHER WORLD czy FLASHBACK. A mowa o tytule CYBER FORCE - ZNIEWOLONY UMYSŁ. Chodzimy po bazie, wspinamy się na poszczególne platformy, strzelamy, używamy różnych przedmiotów. Na uwagę zasługuje animacja głównego bohatera. Polecam zobaczyć ten tytuł



Jest polski tytuł UBEK - koeljna próba zrobienia FPS'a na Amigę i musze przyznac, że da się grać. Wiadomo, szału nima, ale jakiś taki "cień frajdy" jest więc gratulacje dla twórców za poświęcenie i determinację. Ale jest jeszcze na końcu jeden amigowy fps, już w kąciku konsolowym, na AMIGĘ CD32, a tytuł jego to ALIEN BREED 3D. Pograłem chwilę bo jest on wbudowany w gry dostępne na THE A500 MINI i co? I rewelka. Gra się bardzo przyjemnie i nawet ten silnik daje radę i radość. Tak porównując z UBEKIEM, chyba trochę lepsza gra, ale wiadomo - inny klimat i inne "realia".





Dalej mamy znowu polską grę KOSMOS od samego L.K. AVALON. Taka strategiczno-ekonomiczna gra, dosyć słabo oceniona, ale brawa za pomysł.



Na samym końcu jest SCREAMER, efekciarski, widowiskowy, dynamiczny, z piękną tójwymiarową grafiką. Tak, to bardzo dobra gra i w tamtych czasach wszysce się nią jarali, ale ja jednak wolę NEED FOR SPEEDA. No chyba, że w SCREAMERZE wprowadziliby zniszczenia, czego zawsze oczekiwałem w kolejnych produkcjach wyścigowych. Dostałem to dopiero chyba w którejś części DAYTONA, a tak na poważnie to w DESTRUCTION DERBY.



Jednego żałuję w tym przeglądzie... Że nie odpaliłem FIRST ENCOUNTERS. To kolejny tytuł od DAVIDA BRABENA, który stworzył ELITE 2: FRONTIER. Może to przez redaktorów SS, którzy dali grze słabe noty, a może to po porstu przez brak czasu. Dajcie znać, czy graliście w ten tytuł i jak go wspominacie.


Było jeszcze kilka fajnych gier i artykułów, jak np. te o kartach telewizyjnych (pierwszych graberach wideo) i zabawce do Peceta o nazwie ACTION REPLAY - wtajemniczeni wiedzą, jakie to cacko miało możliwości. Wracając do karty wideo to pamiętam, że marzyłem o takiej karcie, żeby móc zgrać sobie jakiś fragment filmu z kasety VHS i później pobawić się w dodawanie efektów, obróbkę. Dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu, jaką jakość filmów oferują kamery w telefonach komórkowych i jakimi możliwościami dysponują niedrogie komputery. Pamiętam, że koszt takiej karty w tamtych czasach był ogromny.


Całą resztę i więcej możecie zobaczyć na moim dłuuugim filmie. I dlaczego Maciusiu nie wspomniałeś o MORTALU 3? Bo MORTAL to król i nie znam słów, które opiszą jego zajebistość, a był już przedstawiany w poprzednim numerze.
Muszę jeszcze podzielić się z Wami jedną refleksją, która naszła mnie kilka dni po nagraniu materiałów do odcinka, kiedy zacząłem już to składać. Kurde, nie wiem, do którego numeru dotrwam z tymi przeglądami, ale rysuje mi się pewien obraz tego, co będzie dalej. Ja wiem, że jeszcze wiele zachwytów nas czeka, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te kolejne gry, pięknie opakowane w nowoczesną, zmieniającą się technologię, zostawiają gdzieś w tyle ten urok, tę magię. Powiem Wam, że jadąc do pracy, wspominałem ostatnie wieczorne granie i najmilej wspominałem tytuły odpalone na C64 czy Amidze. Przy nich bawiłem się najlepiej. Może to po prostu tęsknota za 8- i 16-bitami. Hmmm, pewnie tak, ale nowe produkcje często wydają się już takimi wydmuszkami. Wiem, stary już jestem.

Słuchajcie, już nie przedłużając, dajcie znać, jakie były Wasze trzy gry z tego numeru. No i jak zawsze zapraszam Was na materiał na kanale YT. Wyszedł prawdziwy, ponad 3-godzinny smok.



Pozdrawiam
Bajtel
Share:

🏴‍☠️ LeChuck pokonany! Moja przygoda z The Secret of Monkey Island (PL)


Jak było na Wyspie Małp? Ano fajnie… Ale to na Wyspie Szpady, w kościele, przed ołtarzem doszło do finałowej konfrontacji. Widmowy pirat LeChuck został pokonany i na szczęście nie poślubił pięknej gubernator Marley. Tak to wyglądało w skrócie. No a tak nie w skrócie…

Przejdźcie i sami zobaczcie, poważnie. Bo to jest historia, którą trzeba poznać, i przygoda, którą trzeba przeżyć. Jakoś omijałem grę szerokim łukiem, chociaż powinienem zagrać w nią już dawno, dawno temu. Omijałem ją, bo wydawało mi się, że ten piracki klimat z humorem jakoś słabo mnie zainteresuje. A wszyscy naokoło trąbili, fascynowali się grą. Do dzisiaj jest wiele forów, gdzie można znaleźć porównania lokacji z gry do prawdziwych miejsc, które były dla nich inspiracją.




No jak można nie znać takiego gościa jak Guybrush Threepwood. No jak można go nie znać…

No właśnie nie znałem do niedawna. Powiem tylko tyle: żałuję, że tak późno odkryłem The Secret Of Monkey Island, bo powiedzieć, że gra jest świetna, to bardzo mało powiedzieć. Przygoda wciągnęła mnie od pierwszych chwil, a wszystkie wcześniejsze obawy poszły w zapomnienie.




Grałem w wersję PC VGA CD z fanowskim spolszczeniem. I tutaj wielki szacunek dla ekipy, która robiła to spolszczenie, bo nie dość, że jest świetne, to jeszcze oprócz samego tekstu zostały też przetłumaczone różne elementy w grze, jak np. tabliczka na targowisku łodzi u Stana – „mało pali”…


Gra ma rewelacyjny klimat. Lokacje są przepiękne, bo to kolorowe, pikselowe Karaiby z portami, knajpami, pięknym rynkiem, dżunglą, górą z widokiem na morze i innymi zapierającymi dech w piersiach widokami. Jest historia widmowego pirata LeChucka, który ukrył się w podziemiach na Wyspie Małp i którego wszyscy się boją. Tam też ma swoją przeklętą załogę i knuje spisek porwania pięknej, wspomnianej wcześniej pani gubernator. My oczywiście pokrzyżujemy jego plany, ale najpierw przybywamy na wyspę Szpady (Melee Island), żeby zostać prawdziwym piratem. Musimy przejść kilka prób, żeby piracka starszyzna spojrzała na nas przychylnym okiem.




No i tak zaczyna się nasza przygoda. I teraz to, co sprawia, że ta gra jest wybitna… Humor i dialogi. To jest mistrzostwo świata. Gra dosłownie opływa humorem i to takim ponadczasowym, który bawi po dziś dzień. Celowo grałem w jedną z najstarszych wersji, bo starsza jest już tylko EGA. W remasterze wycięli jakieś elementy, które mogłyby dzisiaj budzić oburzenie, wiecie o co chodzi, hehe. Dla mnie zabawa na najwyższym poziomie. A przy nauce fechtunku i walce z kolejnymi piratami dawno się tak nie uśmiałem. Myślałem, że będę walczył jak w „Pirates!”, w końcu byłem w szkole u jednego wymiatacza. A tu zaczyna się pojedynek od tekstów typu „Twoja stara to…” i „Twoja tamto…”. „Ludzie padają do mych stóp, gdy mnie widzą!” — „Jeszcze zanim poczują twój oddech?”. No i trzeba było nauczyć się obelg i odpowiedzi na nie.





Albo kiedy poszukiwanym, głęboko zakopanym skarbem okazuje się zwykły T-shirt z nadrukiem mówiącym, że znalazłem skarb. Kanibale na diecie to też niezła ekipa. Twierdzą, że jestem za bardzo żylasty i chyba mnie nie zjedzą. 




Dobry jest też rozbitek Herman Toothrot, który marzy, żeby wrócić do domu. Miał taką okazję i wystarczyło zapakować się na statek, ale nie popłynął, bo nie chciał płynąć z małpami. I tak powstała legenda, że nikt nie wraca z Wyspy Małp.




Uśmiałem się też, kiedy LeChuck wrzucił mnie do wody z obciążnikiem przy nodze. Miałem się niby utopić, ale wystarczyło podnieść niezbyt ciężki posążek i… wyjść z wody po drabinie. Takich sytuacji jest masa i gra się w to tak, jakby się oglądało dobrą, mega jajcarską komedię.




Koledzy pytali mnie w komentarzach, czy po ukończeniu The Secret Of Monkey Island zmieni się mój TOP przygodówek. I powiem tak: prawie się zmienił, ale jednak na pierwszym miejscu nadal jest Indiana Jones and the Fate of Atlantis, ale zaraz za nim oczywiście MAŁPIA WYSPA albo WYSPA MAŁP, jak kto woli. Zaraz za nimi jest Gabriel Knight: Sins of the Fathers. I te gry to są absolutne legendy gatunku point and click.




Czy będę chciał poznać dalszą historię Guybrusha Threepwooda? Oczywiście, że tak. I również Was, tych którzy jeszcze nie grali albo chcą sobie odświeżyć tę przygodę, zachęcam do zagrania w ten ponadczasowy tytuł.


Tak na marginesie, wiecie skąd się wzięło imię i nazwisko głównego bohatera? Pewnie wiecie, ale dajcie znać. Jak zawsze zapraszam na YT na serię „Kultowe Przygodówki”, w której tym razem pływamy po karaibskich wodach.


Ahoj, Piraci.
Wasz Bajtel.

Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

TOP SECRET 10 (maj/czerwiec 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria : Gry z TOP SECRET Magazyn: TOP SECRET Numer:  10 Data wydania:  maj/czerwiec 1992 Moje TOP 3 z numeru:  Railroad Tycoon, Mega Lo Man...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.