Pokazywanie postów oznaczonych etykietą c64. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą c64. Pokaż wszystkie posty

TOP SECRET 10 (maj/czerwiec 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 10
Data wydania: maj/czerwiec 1992

Moje TOP 3 z numeru: Railroad Tycoon, Mega Lo Mania, Wing Commander 2, (Black Lamp, F29 Retaliator)

        Co mogę powiedzieć o tym numerze? No na pewno trzeba na wstępie zaznaczyć, że tworzyła go już nowa, jednoosobowa ekipa, czyli sam Borek. I wielki szacun, że wziął na bary to wszystko i dowiózł do końca. Reszta starej ekipy to już myślami była pod szyldem innego magazynu. I nie mam tutaj do nikogo pretensji, bo SECRET SERVICE kocham, a w TOP SECRET dopiero się zakochuję.


TOP SECRET nr 10 (maj/czerwiec 1992)

No więc czy biegłem wtedy do kiosku po 10. numer TS? Nie, nawet po SS nie biegłem. Miałem 11 lat i to była końcówka IV klasy szkoły podstawowej. Chociaż pamiętam jeden moment, kiedy kupiłem jakiś TOP SECRET, taki z ciemną okładką… Ale co to mógł być za numer, czy już po SS, czy jeszcze przed – tego nie wiem i już się pewnie nie dowiem.


No ale lecimy z tym numerem. Co w nim ciekawego? No tu jest jeszcze sporo świetnych gier na 8- i 16-bitowe sprzęty. Czyli nadal możemy znaleźć coś ciekawego na ZX SPECTRUM, C64 czy ATARI. Oczywiście jest też AMIGA – chyba królująca jeszcze wtedy – i zachwyty nad PeCetem, którego mają chyba tylko nieliczni.


Jest fajny artykuł o inspiracjach filmowych i książkowych, które zostały albo zostaną wykorzystane w grach. I od razu przechodzimy do gry LORD OF THE RINGS. To taki przygodowy „erpeg”, w którym możemy przeżyć przygodę z pierwszej części, zgodnie z tytułem. Fajne jest rysunkowe intro wprowadzające, które dobrze znamy z filmu. Bilbo znika i tylko Frodo wie, gdzie się udaje…



Lords Of The Rings vol. 1 (Electronic Arts, 1990)


Kolejną świetną grą jest F29 RETALIATOR. I znowu żałuję, że mając Amigę, totalnie olałem symulatory. No może prócz WINGS (choć to nie do końca symulator). Zawsze spoglądałem już w kierunku Peceta i tego, co tam się działo na bitewnym niebie. Bardzo chciałem mieć już blaszaka.

A tutaj małe zaskoczenie. Pomimo gry uszytej na możliwości Amigi, jest całkiem spoko, a każde kolejne „locked”, strzał i trafienie daje sporo frajdy. Dobrze się bawiłem przy tej grze.



F-29 Retaliator (Ocean, 1991)

Kolejnym hitem jest MEGA LO MANIA. Tę grę pożyczył mi chyba kolega z osiedla. Na początku miałem problem, żeby zrozumieć, o co tam dokładnie chodzi. Trochę czasu mi zajęło, zanim odkryłem, jaka to świetna i ponadczasowa gra. Teraz znowu musiałem sobie wszystko przypomnieć, ale poszło dużo szybciej. Ten tytuł zawsze kojarzył mi się nie tyle z walką, co z wynajdowaniem nowych broni, technologii itd. Zaczynamy od patyka, później łuku, kończąc chyba na samolotach odrzutowych. No i oczywiście walczymy, walczymy…



Mega lo Mania (Imageworks, 1991)


HARD DRIVIN 2 i TEST DRIVE 3. Nigdy nie byłem fanem ścigałek i w te tytuły nie grałem. Pierwszy całkiem ciekawy, tyle tylko, że przy manualnej skrzyni biegów musimy mieć chyba z 2 joysticki, bo ogólnie w sterowaniu wybieramy 2 kontrolery. Grafika oczywiście wektorowa, ale obiekty są też w pełni trójwymiarowe. Mamy zwodzony most, przez który przeskakujemy, jakiś kołowrotek i to są naprawdę fajne bajery.


Hard Drivin II (Domark, 1990)


TEST DRIVE 3 z kolei to już gra typowo na PC, choć w klepsydrze jest info, że na Amigę, ale takiej wersji nie znalazłem. Tutaj ziściło się marzenie, że jest też alternatywna trasa, czyli można gdzieś zjechać. Jest potrzaskana szyba, są działające lusterka, jakieś komary na szybie. Jest policja, która wlepia nam mandat, no i ku mojemu zdziwieniu niestety przejechałem chyba konia… No, nie powiem, ale grało mi się całkiem fajnie.


Test Drive 3 (Accolade, 1990)


Dalej jest tytuł NAVY SEAL – sorry, ale dla mnie dramat, zarówno wizualny, jak i gameplayowy. Odpaliłem wersję na PC…


NAVY S.E.A.L.


UTOPIA – hmmm, kiedyś nie grałem, a może tylko chwilę gdzieś zagrałem, ale jakoś ten tytuł mnie nie wciągnął, zarówno wtedy, jak i teraz. Choć trzeba przyznać, że gra wygląda bardzo ładnie i ma potencjał. Prowadzimy badania, rozwijamy kolonię, mamy szpiegów, którzy odkrywają kolejne ruchy wroga… Ale jakoś tak dalej jest mi ta gra obojętna.


UTOPIA (Gremlin Graphics, 1990)

Jest też mapa i opis przejścia kultowej gry MIECZE VALDGIRA. I chyba dla tej gry uruchomiłem swoje ATARI 130XE.

Moje "małe ATARI" 130XE


Miecze Valdgira (A.S.F., 1990)

Przy okazji, jak już jesteśmy przy ATARI, jest jeszcze jeden tytuł, który mocno zapadł mi w pamięć – BLACK LAMP. Bardzo fajna komnatówka, w której szukamy różnokolorowych lamp, które następnie układamy w szafie. Lampy później wymieniamy na legendarną czarną lampę, którą ma jakiś czarnoksiężnik. A jak to bywa w tego typu grach, lampa jest potrzebna, żeby unicestwić smoka i uratować księżniczkę. Do eksploracji jest mnóstwo komnat. Możemy przechodzić przez drzwi, wychodzić na zewnątrz, wchodzić do budynków. Pomiędzy komnatami świat jest ładnie scrollowany, a grafika naprawdę przyciąga wzrok. Mamy tutaj sporo przeszkadzajek w postaci wrogo nastawionych strażników czy wiedźm na latających miotłach. Bawiłem się bardzo dobrze i szczerze polecam ten tytuł.





Black Lamp (ATARI Corporation, 1989)

Na ATARI jest jeszcze PLASTRON – taki jakby MOON PATROL, ale sterowanie to dramat i mamy ograniczoną liczbę skoków. Graficznie jest ok, gameplayowo – wyłączyłem po krótkiej chwili.


PLASTRON (Harlequin, 1990)

No i przechodzimy do gry numeru, czyli RAILROAD TYCOON… Oj, ile ja się w to nagrałem. W ogóle wszystkie gry strategiczne o budowaniu czegoś, jak np. SIM CITY, strasznie mi się podobały i do dzisiaj lubię do nich wracać. Nie pamiętam tylko, kiedy i jak ta gra do mnie trafiła. Prawdopodobnie przywiozłem ją z giełdy na Gliwickiej. Ale jak tak głębiej się zastanowię, to przypomina mi się jeszcze jedna sytuacja, kiedy to, posiadając już PeCeta, poszedłem z twardym dyskiem do kumpla i przegrał mi kilka gier. Tam był TYCOON, ale nie pamiętam, czy to już nie był TRANSPORT TYCOON… W każdym razie kolejnictwo, wbrew mojemu wstępnemu nastawieniu, bardzo mnie wciągnęło. A jak połączyłem 2 odległe miasta, wybudowałem stację, kupiłem pociąg, wagony i zobaczyłem, jak pierwsza „ciuchcia” wyjechała, dotarła do miejsca docelowego, wysadziła pasażerów, wyładowała towary, zabrała następne… A mnie wpłynęła kasa na konto, to moje szczęście i radość zostały pomnożone razy dziesięć. Tak wspominam tę grę. Zdecydowanie dla mnie gra numer jeden w tym TOP SECRECIE.






Railroad Tycoon (MicroProse, 1990)

Idąc dalej, jest też fajny poradnik do PRINCE OF PERSIA. Nie wiedziałem o kilku ciekawostkach i wskazówkach… Jest test jakiegoś wolantu do symulatorów o nazwie FLYWHEEL 4000. Jest rubryka SOS, czyli takie papierowe forum z wymianą kontaktów tylko drogą pocztową. To niesamowite, jak to kiedyś wyglądało. Dzisiaj chwila z wujkiem Google i już wiemy prawie wszystko.


Na końcu jest mała ciekawostka – gra KRET autorstwa śląskich programistów – Baki i Burasa. Taki jakby TETRIS, tylko że my musimy się przedostać pomiędzy konstrukcją z tych klocków. Jeden ruch i konstrukcja leci niżej, zatrzymując się np. na filarze z klocka „L”. Co jakiś czas jakiś klocek nie wytrzyma obciążenia i cała konstrukcja leci… Bardzo ciekawy tytuł tylko na PC.


Kret (Baka, Buras, 1991)


Jest bardzo stara gra SIX GUN SHOOTOUT o kowbojskich pojedynkach, ale nie miałem już czasu, żeby się w nią zagłębić. Może z tego powodu, że gram aktualnie w Red Dead Redemption i Dzikiego Zachodu mam aż pod dostatkiem.


No i dochodzimy do końca, do gry, która była dostępna tylko dla nielicznych, którzy mogli się wtedy cieszyć PeCetem. WING COMMANDER 2. Ja grałem już w trzecią część, która bardzo mi się spodobała. „Dwójka” też jest całkiem spoko. Przemierzamy kosmos, walczymy z wrogą rasą kocich stworzeń, a całość nakręca fabularna otoczka, rodem z świetnego filmu sci-fi. W grze mamy digitalizowaną mowę i jest informacja, że gra nie jest mała, bo zajmuje aż 10 dyskietek, a po zainstalowaniu aż 20 MB. Coś niesamowitego, hehe, patrząc z dzisiejszej perspektywy. Ale uwaga – możecie wyłączyć „mowę” – „niektóre postacie gadają na głos” – wtedy gra zajmuje trochę mniej miejsca na twardym dysku.



Wing Commander 2 (Origin, 1990)

No ale wracając do samej rozgrywki. Lecę sobie z moją skrzydłową „SHADOW”, dolatujemy do wrogich myśliwców, krótka wymiana ognia, efekciarskie wybuchy, na ekranie mojego HUD-a twarz mojej koleżanki potwierdzającej zestrzelenie. Później dolatujemy do stacji orbitalnej, na której mamy lądować. Pytam przez radio o zgodę na lądowanie i misja się kończy. Gdyby gra się nie zawiesiła na końcu, grałbym dalej. Jedno jest pewne – na pewno do niej wrócę.




No i to by było na tyle. Masa pięknych wspomnień, powrotów, odkryć. Po więcej akcji zapraszam na nowy materiał na YT i zachęcam również do komentowania i dzielenia się Waszymi wrażeniami z tamtych czasów i tamtych gier. Napiszmy razem historię dla kolejnych pokoleń. Żeby mogli się dowiedzieć, jak to było kiedyś...


Dzięki wielkie, że ze mną jesteście.

Pozdrawiam,

Wasz Bajtel.




Share:

POWER PACK 9 (Commodore FORMAT) – gry z kasety | #GratyZeStrychu

    Nowy cykl, zarówno w formie pisanej jak i wideo, w którym będę Wam pokazywał sprzęty i przeglądał dyskietki, kasety i inne nośniki, które mam jeszcze pochowane w pudłach na strychu. Z jednej strony ja sobie zrobię wreszcie porządek, a przy okazji coś uruchomimy, powspominamy i może odkryjemy. 

Dzisiaj na warsztat trafia kaseta POWER PACK 9, która była dodawana do brytyjskiego magazynu Commodore Format. Znajdują się na niej cztery gry, w tym dwa dema. Gier oczywiście nie znałem.


ZAMZARA – kosmiczna strzelanka z bardzo fajnym scrollingiem i płynną animacją. Chodzimy jakimś dziwnym alienem po bazie z giwerą w dłoni i strzelamy do różnych stworzeń, które też raczej urodziwe nie są. Wciągająca gra, choć nasz kosmita nie potrafi kucać. Moja ocena: 7/10



HEROQUEST – RPG z widokiem izometrycznym. Podobno to konwersja gry planszowej i można grać w kilka osób, a komputer przejmuje rolę mistrza gry. We wkładce do kasety znalazła się nawet informacja o trybie multiplayer, ale to taki lokalny multiplayer. Mamy do dyspozycji punkty akcji, więc każdy ruch trzeba dobrze zaplanować. Ciekawy tytuł. Na kasecie znajduje się wersja demonstracyjna, więc możecie sprawdzić grę przed zakupem. Moja ocena: 8/10

BULLDOG – dziwny tytuł i jeszcze dziwniejsza grafika na okładce, ale sama gra okazała się całkiem przyjemnym, scrollowanym wertykalnie shooterem. Moja ocena: 6,5/10

FIREPOWER – drugie demo na kasecie. To podobno nowa odsłona starego amigowego hitu. Zaciekawiło mnie to, że na C64 ukazała się nowa wersja gry z Amigi. Zawsze wydawało mi się, że powinno być raczej odwrotnie. Niestety sama gra mnie nie przekonała. Jeździmy czołgiem, rozwalamy hangary i inne budynki, z których wychodzą więźniowie, a nad nami lata helikopter. Całość jest jednak dość toporna, powolna i jak dla mnie mało wciągająca. Moja ocena: 4/10

To tyle z pierwszego przeglądu #GratyZeStrychu. Dajcie znać, czy znacie te gry albo czy mieliście okazję kupować magazyn Commodore Format. Jestem też ciekaw, jak wyglądała dystrybucja tych kaset – czy były dodawane do każdego numeru, czy trzeba było za nie dopłacać albo zamawiać je w ramach prenumeraty?
Fajnie było odkryć coś nowego i poszerzyć swoja wiedzę ze starych gier. Gry ogrywaliśmy wspólnie z Komkiem z #komoda_amiga_plus, więc jak zawsze zapraszam na film. I pamiętajcie, że przed wyruszeniem w drogę należy ustawić głowicę...


Do następnego 📦#GratyZeStrychu
Share:

Hipofruta na C64 – gameplay i pierwsze wrażenia

HIPOFRUTA (2026 AMB GAMES)
Platforma: Commodore 64


Jeśli miałbym w kilku zdaniach, a nawet słowach, opisać tę grę, tak jak to było robione na słynnych składankach Waldiko, to napisałbym obok tytułu coś takiego – „Hipopotam w dżungli zbiera owoce”. I co, i tyle? No fajnie, zbiera, pewnie je zjada, pewnie jest wesoło, bo świeci słońce, a promienie słoneczne odbijają się w morzu, w którym to zaraz ochłodzi swoje pokaźne gabaryty nasz hipcio… Więc wszystko jest jak w bajce, tylko że nie do końca…

Jak już wspomniałem, jesteśmy w dżungli, a dżungla niesie ze sobą sporo niebezpieczeństw. Są węże, jakieś robale, nietoperze i inne dziwactwa, które mocno psują nam sielankową atmosferę. Tak więc biedny hipcio nie ma łatwo, a jeść się chce – w końcu to nie żadne śmieciowe jedzenie, tylko witaminy w najczystszej postaci.




No więc idę sobie polanką i naraz z nieba spada mi banan. Lecę co sił w nogach, wskakuję na jedną platformę, na drugą i staję twarzą w twarz z pędzącym w moją stronę wężem. Gatunku węża nie znam, ale zakładam, że jest jadowity i raczej nie chce się zaprzyjaźnić. Szybki unik, przeskok na drugą platformę i banan jest mój.



Później z kolei sięgam po jabłko, które chce mi sprzątnąć sprzed nosa dosyć szkaradny pająk. Na szczęście znów mi się udaje i wesołym krokiem idę dalej. Trakt zmierza w kierunku koryta rzeki i muszę się jakoś przedostać na drugą stronę, bo tam widzę kolejną zdrową przekąskę. Zauważam, że po rzece pływają różne konary, na które mogę wskoczyć, uciekając jednocześnie przed pędzącą w moim kierunku, następną nieprzyjazną kreaturą.



No co jest? Czego oni wszyscy ode mnie chcą? Ja zwykły hipcio przecież.

Szybko zjadam zebrany owoc i ruszam dalej. Skąd tu się wziął nietoperz? Do tego tak wredny, że wyczuwa moje zamiary i kiedy próbuję dostać się na górną platformę, on jest przede mną. Na szczęście szybki skok do sadzawki, tak dla ochłody, szybki powrót, jedna platforma, druga i… Nietoperek został w tyle, a ja delektuję się kolejnym pysznym bananem.



I tak sobie biegam po tych dzikich, zielonych okolicach, zjadam owoce, zbieram punkty i idę dalej. Cóż mogę powiedzieć jako „opiekun” wesołego hipcia? Grało mi się bardzo przyjemnie i spędziłem w dżungli wspólnie z naszym bohaterem dłuższą chwilę. Skakanie po platformach, unikanie przeciwników i zbieranie owoców może być całkiem fajne, szczególnie w dalszych etapach gry, kiedy coraz więcej się dzieje i trzeba uważnie stawiać kroki. Fajnie wygląda kolorowa dżungla i podobał mi się motyw z rzeką i pływającymi w niej kłodami, które stanowią naturalne, ruchome platformy. Nietoperz to też cwaniak, bo wie, kiedy zaatakować.  Muszę dodać, że w grze przygrywa nam też bardzo fajna muzyczka i – co najważniejsze – chce się przechodzić i poznawać kolejne etapy, których jest 20, a na końcu czeka na nas podobno jakiś większy cwaniak. Ale na konfrontację z nim przyjdzie jeszcze czas. Przede mną długa droga, między pnączami i lianami oplatającymi drzewa, między bambusami i innymi dziko rosnącymi monsterami o ogromnych liściach. Nie wspominając już o pokręconym i niezbyt przyjaźnie nastawionym towarzystwie, czającym się na mnie w zaroślach. Ta dżungla wydaje się nie mieć końca… 




Podsumowując, gra wciąga jak stara, dobra platformówka z elementami zręcznościowymi, które musimy szlifować żeby móc iść dalej.

U mnie było tak: „No dobra… Jeszcze raz… Jeszcze chwila, czekaj, kiedy nietoperz będzie na dole to… Teraz! Skok po jabłko”. Tak to mniej więcej wyglądało, więc polecam spróbować swoich sił i gwarantuję Wam, że będziecie się dobrze bawić.


Na koniec dodam kilka słów uzupełnienia.

HIPOFRUTĘ stworzyła firma AMB Games, a w zasadzie trzech gości mieszkających trochę daleko od siebie – Adriano z Argentyny, Esteban z Kolumbii i Dirk z Holandii. Ich wcześniejsze dzieło to El Cartelo (ciekawe, skąd ten tytuł 😉).

No ale wracając do HIPOFRUTY. Grę wydała @komoda_amiga_plus klasycznie na kasecie oraz na dyskietce 5,25".


Pełną wersję możecie nabyć na stronie:

https://ka-plus.pl/en/store/Hipofruta-C64-Floppy-disk-p834669097


A poniżej gramy sobie z Komkiem i nawet udaje mi sie dojść dosyć daleko. W komentarzu na YT jeden z kolegów nawet napisał, że wymiatam... Co mi się nie zdarza. ale jak gra jest dobra i człowiek ma frajdę z pokonywania kolejnych etapów, to jakoś to idzie...



Moja ocena:


Grafika: 7/10

Dźwięk: 8/10

Grywalność: 8/10


Zapraszam też na materiał o grze na moim kanale YT:




Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

TOP SECRET 10 (maj/czerwiec 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria : Gry z TOP SECRET Magazyn: TOP SECRET Numer:  10 Data wydania:  maj/czerwiec 1992 Moje TOP 3 z numeru:  Railroad Tycoon, Mega Lo Man...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.