Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kioskzretro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kioskzretro. Pokaż wszystkie posty

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka


Bajtki z 1989 roku (numery 8 i 10)

Kontynuując wspominki z czasów mojego pierwszego komputera, jakim był ZX Spectrum, muszę Wam jeszcze opowiedzieć o kilku najważniejszych grach na ten komputer. Pamiętacie, jak wspominałem o „Stop The Express” i „Robin Of The Wood”? No to, idąc dalej, odkryłem grę „Manic Miner” – świetną, trudną komnatówkę stworzoną przez zdolnego młodego programistę Matthew Smitha. Pamiętam tę muzyczkę z początku gry i wielką „szwaję”, która zadeptywała nas po utracie wszystkich żyć.

Kolejną grą był „Pssst” o ratowaniu roślinki i niszczeniu insektów różnymi sprayami. Idąc dalej, było wielkie odkrycie „Boulder Dasha” i znowu rodzinne granie. Też dobrze pamiętam, jak wspólnie po niedzielnym obiedzie, przy telewizorze CRT i małym czarnym gumiaczku podłączonym kablem antenowym, przechodziliśmy kolejne plansze. 

Była jeszcze gra „Ant Attack”, której bardzo się bałem – nie samej gry, ale tych ogromnych mrówek. Gra też była bardzo nowatorska i nawet gdzieś widziałem albo czytałem wywiad z jej twórcą, który pokazywał na kartce zapisane binarne mapy sprajtów. Było jeszcze kilka gier, w które grałem. Oczywiście wśród nich nie mogło zabraknąć „Knight Lore”, "Commando", "School Daze" czy "Great Escape".






Ale teraz opowiem Wam o moich podróżach z ZX Spectrum i jednym z najważniejszych dla mnie miejsc.
Bardzo często w weekendy jeździłem do moich dziadków na Załęże, nieopodal słynnej giełdy komputerowej. Można było spacerkiem w 15 minut pokonać odległość od bloku dziadka do „Atomka”, w którym co niedzielę odbywała się giełda komputerowa. W czasach Spectrum praktycznie na nią nie chodziłem, a jedyny kontakt z nią to było właśnie kupno pierwszego komputera. Albo po prostu nie pamiętam, że tam wcześniej jeździłem. No ale pamiętałbym przynajmniej jakieś kasety, które miałbym właśnie z giełdy.

I z dzisiejszej perspektywy, kiedy o tym myślę, żałuję, że tam nie zdobywałem tytułów gier, o których mogłem poczytać w kultowej prasie, takiej jak „Bajtek” czy już typowo growy „Top Secret”. No ale wiem, że byłem po prostu za małym bajtlem, żeby się szwendać po giełdzie. Prócz entuzjastów komputerów bywali tam również entuzjaści cudzych portfeli.



No ale wracając do bloku dziadka. Pamiętam 11. piętro i windę. Okropną windę, którą bałem się jeździć. Najgorsze było to, że stare windy miały takie pionowe okienka z szybą, często matową albo jakąś zbrojoną. Tutaj była w pełni przezroczysta i zawsze korciło mnie zaglądać w szyb windowy. Widok był dla mnie przerażający… Brudny, zaolejony i ciemny szyb, na boku prowadnice, jakieś plątaniny kabli i kabina, która się zbliżała. Na jej dachu świeciła jakaś ledwie widoczna lampka, która jeszcze bardziej dodawała ponurego klimatu, bo wszystko wydawało mi się jakby ubrudzone smołą. I jeszcze ten napis: „Przed wejściem sprawdź, czy jest kabina”… Wyobrażacie to sobie?
Oczywiście później już jeździliśmy wypasioną windą z „Safety level – miliard”, taką, w której byście zakaszleli, to wyświetliłaby Wam kod QR z receptą na lek i przeprosiła, że takie echo niesie się po kabinie.
Winda dojeżdżała tylko do 10. piętra, bo na 11. była maszynownia, do której zawsze chciałem wejść, ale była tam solidna krata z tabliczką „Zakaz wstępu”.
Dziadek miał taki fajny otwierany barek, którego używał jako biurka, i to właśnie na nim ustawiałem swojego ZX Spectrum, podłączałem go do dużego telewizora kineskopowego marki Sony, ale jeszcze nie Trinitron, i przepisywałem listingi programów w BASIC-u. Oczywiście w gry też grałem, ale bardziej skupiałem się na przepisywaniu i zrozumieniu tego, co jest zapisane w kodzie i dlaczego tak się dzieje na ekranie.
Mam jeszcze takie przebłyski pamięci, że brałem do dziadka taki mały radziecki telewizorek – pewnie kojarzycie – tylko że był trochę ciężki, więc już nie pamiętam, czy on też lądował na biurku dziadka.
Pamiętam, jak wychodziłem na balkon porzucać samoloty z papieru, pooglądać przejeżdżające pociągi – zgadywaliśmy, który skąd jedzie. Fajnie było obserwować Katowice z takiej perspektywy, choć na balkonie uważnie stawiałem kroki.
Nieopodal działał jeszcze tzw. „szaber plac”, czyli pchli targ, na którym można było kupić takie rzeczy, że głowa mała. To był też czas odkrywania kolejnych gier, poznawania gatunków, mechanik i sposobów przedstawiania akcji, których wcześniej nie widziałem.


O grze „Robin Of The Wood” już wspominałem i właśnie w nią zagrywałem się u dziadka. To już będzie na zawsze moja ulubiona gra na ZX Spectrum. Dopiero niedawno udało mi się ją ukończyć, no bo wreszcie wiedziałem, o co chodzi i co mam dokładnie zrobić.

Ale najfajniejszą wspominkową rzeczą jest to, że po latach, przeglądając kolekcję „Bajtków”, które podarował mi kumpel, natknąłem się na listing programu, a w zasadzie gry „Ośmiornice”, której od wielu lat poszukiwałem. W internecie są przepisane programy z listingów z różnych lat, ale tej jednej gry nie mogłem znaleźć. Nawet nie byłem do końca pewny, czy na pewno tak się nazywa.
I zupełnie przypadkowo, kiedy wspominaliśmy z ojcem stare programy z „Bajtka” i pokazałem mu moją kolekcję, akurat wziąłem do ręki numer 10 z 1989 roku i otworzył mi się dokładnie na tej stronie. Przypadek? Nie sądzę.
No więc przepisałem program i podszkoliłem się trochę zarówno z samego BASIC-a, jak i z obsługi rewelacyjnej, wielofunkcyjnej klawiatury mojego gumiaka. A w kolejnym numerze znalazłem schemat kartridża Kempston, który zrobił mój tata. To było niesamowite przeżycie – trafić po latach na te artykuły.
Program "Ośmiornice" na ZX Spectrum

Program "Ośmiornice" na ZX Spectrum

Schemat kartridża KEMPSTONE w Bajtku


Piękne czasy, piękne wspomnienia. Następnym razem już pewnie dogonimy amigowe lata. Tak więc na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólne wspominanie.
Zapraszam również na film, w którym staram sę pokazać te gry, programy i miejsca.


Share:

TOP SECRET 9 (luty/marzec 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 9
Data wydania: luty/marzec 1992

Moje TOP 3 z numeru: Prince Of Persia, A-10 Tank Killer, LHX Attack Chopper, Conquest Of Camelot, Gordian Tomb


  Kolejne retro wspomnienie ląduje w naszym archiwum. Fajne są te wieczory, kiedy mogę odpalić kilka starych gier, o których przeczytałem wcześniej w TOP SECRET-cie. I nie chodzi o to, żeby je wszystkie przejść czy przeanalizować dogłębnie - choć zdarzają się takie wyjątki - ale po prostu, żeby powspominać, chwilę pograć, może coś nowego odkryć. Ale tak jak napisałem, są takie gry, do których wrócę i będę chciał poznać ich historie do końca. Często mam też tak, że niektóre gry, ich światy, historie czy sam klimat są dla mnie inspiracją do zagłębienia się w dany gatunek czy zagrania w inną grę. No więc wracając do przeglądu...

Numer 9 TOP SECRET-u za nami! Powiem szczerze - mam mieszane odczucia. Spodziewałem się mocniejszych gier i większych wrażeń. Ale to nie znaczy, że zabrakło hitów, choć nie w takiej ilości jak poprzednio.


Na podium, bez dyskusji, króluje Prince of Persia - kultowy klasyk. Ten tytuł zawsze kojarzył mi się z PeCetem i historią, kiedy jeździłem z tatą do jego drugiej pracy, w której po godzinach w biurach wszystkie stanowiska komputerowe były przeważnie puste. Jeszcze wtedy nie miałem swojego Peceta, więc mogłem chwilę pograć na biurowych maszynach. Buszując po twardych dyskach, w pamięci zostały mi dwa tytuły - WOLFENSTEIN i właśnie PRINCE OF PERSIA. Może dlatego jakoś zapomniałem o wersji amigowej, którą ostatnio ogrywałem. Gra doczekała się wielu konwersji, w tym nawet wiele lat później wersji na C64, i nie wiem, czy czasem nie mam jej na jakimś cartridge'u. Ale jak coś, to mam przecież EasyFlasha, więc od biedy mogę odpalić ten tytuł w 8 bitach.



Na drugim miejscu, wyjątkowo ex aequo, typuję dwie gry: A-10 Tank Killer - symulator lotniczy na Amigę. Żałuję, że kiedyś nie doceniłem amigowych symulatorów. Dzisiaj, po latach, odkrywam te gry i widzę, ile frajdy dają te wektorowe modele i pola bitew. Kiedy opanujesz już względnie sterowanie, ustalisz na mapie, gdzie jesteś, a gdzie są Twoje cele, namierzysz je, wystrzelisz rakiety, a po pierwszym zestrzeleniu - czujesz niesamowitą satysfakcję.



I LHX Attack Chopper - symulator helikoptera, który dosłownie wieje powagą. Ale ten już jest w wersji na PC. Czułem się jak w kokpicie - wszystko się trzęsło, zegary pękały, kiedy obrywałem pociskami, ale kiedy zestrzeliłem MiGa i Hinda, poczułem prawdziwą frajdę.




Na trzecim miejscu też wyjątkowo ex aequo: Spellbound na ZX Spectrum, choć mam oryginał na kasecie na małe Atari. To taka platformowo-przygodowa gra z elementami RPG. Chodzimy rycerzem po zamku, znajdujemy różne przedmioty, rozmawiamy z napotkanymi postaciami, a nawet zapalamy pochodnię, by nie zginąć w ciemnościach. Ta gra ma coś w sobie! Samo menu interakcji robi wrażenie, bo każdy przedmiot czy postać opisana jest szeregiem statystyk.


I Conquest of the Camelot. Klimatyczna przygodówka z rysowaną grafiką. Trochę point-and-click, bo myszką wybieramy przedmioty, ale żeby cokolwiek zrobić, musimy wpisać polecenie z palca. Takie trochę dziwne to było. Ale na szczęście wystarczy podstawowy zasób słów. Niedoceniona perełka SIERRY z piękną historią, do której nie powstała kontynuacja, bo gra podobno słabo się sprzedała.



I na koniec małe wyróżnienie - Gordian Tomb. Klasyczna platformówka na Commodore, w której przemierzamy grobowiec pełen pułapek, pająków, węży i nietoperzy oraz poszukujemy przedmiotów, które pomogą nam przejść dalej. Gra wygląda tak, jakby robiło ją Psytronik w obecnych czasach. To są moje typy na najlepsze gry, które odpaliłem podczas przeglądu tego numeru.


Teraz kilka słów o grach, które zrobiły na mnie mniejsze wrażenie, choć nie ukrywam, że też są ciekawe. Na przykład taki SENTINEL WORLDS I (FUTURE MAGIC), oceniony jako bardzo dobry tytuł. W podsumowaniu napisali, że jest to połączenie RPG, arcade, business game i platformówki... No powiem Wam, że po odpaleniu nie wiedziałem, co mam zrobić. Na początku lecimy statkiem kosmicznym przez jakąś galaktykę, mamy swoją drużynę, w której każdy za coś odpowiada. Po chwili ktoś nas atakuje, ale nie możemy strzelać, no ale w sumie nic nam nie robią... Za chwilę znowu gdzieś lądujemy, jest mapa terenu planety, wybieramy miejsce, znowu widzimy jakieś pomieszczenie na statku... Trzeba byłoby poświęcić trochę czasu na poznanie i opanowanie tej gry, ale na pierwszy rzut oka przypomina mi trochę FRONTIERA.


Kolejna gra to symulator czołgu BATTLE COMMAND. Całkiem udany, choć w symulatorach wolę latać i czołgi mnie mało interesują. Na uwagę zasługuje bardzo ładna grafika - też wektorowa, ale bardziej szczegółowa.



Sprawdziłem jeszcze grę JOE BLADE II w wersji na ZX SPECTRUM i powiem Wam, że słaba to gra i chyba szkoda na nią czasu. Rozprawiamy się z pancurami, przeskakując ich, i ratujemy „grzecznych” obywateli miasta. Nawet chyba screena zapomniałem zrobić, ale proponuję zapomnieć o tej grze.

Kolejna gra z fajnym filmowym intrem to CRIME WAVE. Według mnie intro trwa trochę za długo, ale przedstawia wydarzenia z ostatnich chwil, kiedy to na balu charytatywnym została porwana córka prezydenta. Fajnie się to ogląda, bo intro jest przerywane takimi jakby filmikami w stylu animowanych GIF-ów. No i później my wkraczamy do gry i już jest gorzej, bo trochę topornie. Ale jak chwytamy za rakietnicę i łoimy z niej we wrogów, to micha się śmieje, bo po ekranie latają kawałki mięsa... I już jest trochę lepiej. Ale ogólnie moja ocena to taka „trójka z plusem”.


No i na ostatniej stronie, oceniona jako BARDZO DOBRA, jest gra, która jest dla mnie istnym koszmarem. Wszystkie gry z tej serii czy gatunku są dla mnie koszmarem. Ja wiem, że są w niej piękne animacje, że grafika stoi na najwyższym poziomie, ale co to za gra, w której coś się dzieje, leci jakaś sekwencja, a my w odpowiedniej chwili musimy wykonać jakiś ruch joystickiem. Frustracja na maksa - unikam tych gier jak ognia. No a tytuł to DRAGON'S LAIR 2.

I to by było na tyle. Kończymy tę kolejną stronę w archiwum naszych przeglądów. Dzięki za uwagę.

Dajcie znać, co Wy pamiętacie z tego numeru! Czekam na Wasze wspomnienia.

Życzę miłego weekendu i zapraszam również na nowy materiał na YT.

Wasz Bajtel.

Share:

SECRET SERVICE 30 (grudzień 1995) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z SECRET SERVICE

Magazyn: SECRET SERVICE

Numer: 30
Data wydania: grudzień 1995

Moje TOP 3 z numeru: COMMAND & CONQUER, HEROES OF MIGHT & MAGIC, FADE TO BLACK

 #kioskzretro

W drodze do szkoły mijam kiosk. Jest początek nowego miesiąca. Długo czekałem na ten dzień...

Czas pędzi nieubłaganie… To już 30. numer SECRET SERVICE. Zmieniają się gry, zmieniają się sprzęty, no i zmieniają się też nasze oczekiwania. Chcemy gier ładniejszych, płynniejszych, bardziej zaawansowanych technicznie. Przecież nie na darmo zmienialiśmy procesor czy kartę graficzną. Gdzieś tam, może na końcu, zapominamy o tej fabule — historii, która jest fundamentem dobrej gry.


No ale idziemy z duchem czasu — technologia się zmienia, więc chcemy jej dotrzymać kroku i w naszych małych pokoikach, w blokowiskach na osiedlach, chcemy zakosztować tych efekciarskich i nowoczesnych gier. Na szczęście jest jeszcze wiele do odkrycia i nawet w 1995 roku wiele gier potrafiło wywołać w nas odruch zachwytu i zastanowienia: jak ta gra w ogóle została zrobiona?

I właśnie ten numer jest tego przykładem. Nie będę się za wiele rozpisywał, ale jest tu kilka gier, które są przełomowe. Zacznę może od gry numeru, czyli bez dwóch zdań tytułu COMMAND & CONQUER. Dla mnie to był opad szczęki — dosłownie. Grałem już wcześniej w Dune 2 czy nawet polską produkcję Polanie i coś tam już wiedziałem o RTS-ach, ale to, co zrobiła ekipa z Westwood Studios, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.


Pamiętam do dziś — i pewnie już nieraz Wam tę historię opowiadałem — jak w pierwszej klasie technikum kumpel nosił mi zripowaną wersję gry, chyba na 10 dyskietkach. Grę spakował jego brat ARJ-em (pewnie pamiętacie). Oczywiście moje dyskietki były tak wysłużone, że przez dobre dwa tygodnie nosiłem tę grę, kopiowałem kolejne pliki i co chwilę któryś okazywał się uszkodzony. Na szczęście brat kolegi nie skasował tego archiwum i wreszcie udało się poprawnie skopiować wszystkie „arj-ty”.




Odpaliłem grę i stało się to, o czym pisałem wcześniej — nie mogłem się od niej oderwać. Mogłem zaznaczać całe oddziały i nacierać nimi na przeciwnika. Zaczynało się od bazy, którą później rozbudowywałem o kolejne kompleksy, rekrutowałem różne jednostki — piesze i zmechanizowane. Pięknie to wszystko wyglądało, a ta cała dynamika windowała miodność na sam szczyt skali.

Kiedy już miałem odpowiednio doposażony oddział, nacierałem na bazę przeciwnika i niczym jakiś generał obserwowałem z bezpiecznego miejsca ostrzał jednostek i zabudowań, które po kolei eksplodowały i przechylały szalę zwycięstwa na moją stronę. Świetny tytuł, który wyznaczył standardy dla całego gatunku RTS i — co najważniejsze — po latach jest nadal mega grywalny. Później oczywiście był kultowy STARCRAFT, ale to już temat na kolejną historię.



Drugą z kultowych gier miał być MORTAL KOMBAT 3, który według wielu graczy uchodzi za najlepszą część Mortala — i ja się z tym całkowicie zgadzam, bo gra wygląda świetnie, a same walki są dynamiczne, efekciarskie i przesiąknięte tym, czym powinna być przesiąknięta prawdziwa bijatyka — pewnie wiecie, czym 😉


Ale MORTAL w tym zestawieniu nie zajmie 2. miejsca, bo jednak szlak wytyczyła część pierwsza i to był prawdziwy przełom oraz szok na rynku mordobić. U mnie na miejscu drugim znajdzie się HEROES OF MIGHT AND MAGIC. I nie wiem, dlaczego w tym numerze jest tak słabo oceniony — co, autorzy nie czuli klimatu?


Wiem, że to znowu „trójka” jest uznawana za najlepszą część, no ale od „jedynki” się to wszystko zaczęło. Pamiętam, ile godzin spędziłem z tą grą… Ile partii stoczyliśmy z kumplami. Każdy cierpliwie czekał na swoją kolej i obserwował, co zrobi przeciwnik. A my eksplorowaliśmy mapę, rozbudowywaliśmy nasze zamki, rekrutowaliśmy armię składającą się z wszelkich stworzeń rodem z literatury fantasy i oczywiście toczyliśmy walki o coraz większą dominację i ekspansję.



Ta gra ma coś magicznego i muszę powiedzieć, że jest to taki tytuł, którego nie musicie się uczyć kilka godzin — już po chwili grania wiecie, co, gdzie jest i na czym gra polega. Zawsze podobało mi się to eksplorowanie mapy i różne zaskakujące sytuacje, które działy się w tle — jakieś wydarzenia dodające szczęścia czy odkrycie ciekawego miejsca. Gdzieś tam jakaś grupka wieśniaków chciała się do nas przyłączyć — naprawdę wiele się działo. I dla mnie to jest kolejna najważniejsza gra w moim gamingowym życiu.

No i na trzecim miejscu będzie odkrycie. I to tutaj już miał być Mortal, ale po zagraniu w FADE TO BLACK zmieniłem zdanie. Pamiętacie Another World, stworzony przez genialnego francuskiego programistę Erica Chahiego dla Delphine Software? Zawsze myślałem, że kolejna gra, Flashback, to jej kontynuacja, no bo wydało ją to samo studio, a sam klimat gry i animacja były łudząco podobne do Another World.



No i dopiero po latach dowiedziałem się, że to dwie zupełnie inne gry, choć Flashback można powiedzieć, że jest duchowym rozwinięciem pomysłów z Another World. No ale co z tym Flashbackiem… Stworzył go też świetny twórca gier Paul Cuisset i późniejszą kontynuację przeniósł do świata 3D. Tą kontynuacją jest właśnie FADE TO BLACK.



W tamtych czasach było to nowatorskie spojrzenie na gameplay. Gra dostała trochę po dupie — oczywiście całkiem niesłusznie — bo gracze nie umieli ogarnąć sterowania i przyzwyczaić się do akcji ukazanej z perspektywy trzeciej osoby. Ale oznajmiam Wam wszem i wobec, że gra jest świetna. Może dzisiaj trochę sterowanie kuleje, ale sam silnik graficzny i przedstawienie akcji to dokładnie jakby wziąć Another World czy Flashback i osadzić je w trójwymiarowym świecie.

Tytuł jak najbardziej zasługuje na 3. miejsce w tym zestawieniu.

Oczywiście to nie są wszystkie fajne tytuły, które są opisywane w tym numerze SS, ale według mnie to te najlepsze. Z pecetowych dużych i dobrych tytułów jest NEED FOR SPEED — moja pierwsza gra, w jaką zagrałem, kiedy sąsiad przyniósł mi już złożonego, mojego pierwszego peceta.



Jest też świetny CRUSADER: NO REMORSE — w tamtych czasach to był wielki hit. Pamiętam te efekciarskie wybuchy — w ogóle gra miała świetną oprawę audiowizualną. Sporą frajdę miałem, kiedy eksplorowałem tę bazę i przedostawałem się do kolejnych, strzeżonych poziomów. Można było też strzelać do obsługi… Ale to tak na marginesie…



No i nie mógłbym nie wspomnieć o największym amigowym hicie tego numeru, czyli o WALKERZE. Pamiętacie? Jeden steruje robotem i kieruje jego ruchem, a drugi celuje myszką i eliminuje przeciwników. Bardzo dobra gierka, ciekawe tło fabularne — nasz „ED-209” zaczyna u schyłku wojny w zrujnowanym Berlinie.



Jak już jesteśmy przy Amidze, to na małe wyróżnienie zasługuje według mnie POLE WALKI polskich twórców. To takie rozbudowane „czołgi” widziane z góry. Jest też kolejny amigowy FPS — PROJECT BATTLEFIELD, ale trochę słabe to jest, choć szacun za podjęcie tematu stworzenia czegoś daleko odbiegającego od Dooma czy Wolfensteina — no, ale jednak… na Amigę.



I teraz tak kartkując jeszcze raz ten numer SECRET SERVICE, nie wiem jakim cudem pominałem taki tytuł jak DUNGEON MASTER 2, tym bardziej, że ukazał się też na Amigę. Zagrałem chwilę, poszwędałem się po lochach, zrekrutowałem drużynę, coś tam znalazłem i na końcu przy wyjściu na świeże powietrze - zabił mnie (nas) jakiś blob... I już wiem, że jest to gra do odkrycia i zagłębienia się w tą historię wieczorową porą, bo naprawdę jest niezły klimat, fajna muzyka i nawet na pierwszy rzut oka gra nie wydaje się jakoś zbyt trudna do ogarnięcia. A jak Wam kiedyś pisałem, bardzo chciałbym nadrobić te stare, kultowe rpgi.



Jak zawsze wrzucam kilka screenów i — jak zawsze — zapraszam Was również na ponad 2-godzinny materiał wideo na YT, w którym, przeglądając strona po stronie magazyn, odpalam wspomniane gry. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się — jak zawsze — Waszymi historiami z tamtych lat. W co graliście i jakie są Wasze typy, jeśli chodzi o ten numer SECRET SERVICE? 

A, no i na koniec pocztówka z dawnych czasów - pamiętacie te zestawy? Kto o takim nie marzył... A jakieś oryginalne gry kupowaliście w tamtych czasach?


Przy okazji — miłego weekendu Wam życzę. Dychejcie, bo pogoda fajna, a jak Wam będzie zimno, to wieczorem już w domu możecie trochę poczytać albo obejrzeć „JuTjuba” 😉


Pozdrawiom
Wosz Bajtel

Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka Bajtki z 1989 roku (numery 8 i 10) Kontynuując w...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.