Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1992. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1992. Pokaż wszystkie posty

TOP SECRET 9 (luty/marzec 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 9
Data wydania: luty/marzec 1992

Moje TOP 3 z numeru: Prince Of Persia, A-10 Tank Killer, LHX Attack Chopper, Conquest Of Camelot, Gordian Tomb


  Kolejne retro wspomnienie ląduje w naszym archiwum. Fajne są te wieczory, kiedy mogę odpalić kilka starych gier, o których przeczytałem wcześniej w TOP SECRET-cie. I nie chodzi o to, żeby je wszystkie przejść czy przeanalizować dogłębnie - choć zdarzają się takie wyjątki - ale po prostu, żeby powspominać, chwilę pograć, może coś nowego odkryć. Ale tak jak napisałem, są takie gry, do których wrócę i będę chciał poznać ich historie do końca. Często mam też tak, że niektóre gry, ich światy, historie czy sam klimat są dla mnie inspiracją do zagłębienia się w dany gatunek czy zagrania w inną grę. No więc wracając do przeglądu...

Numer 9 TOP SECRET-u za nami! Powiem szczerze - mam mieszane odczucia. Spodziewałem się mocniejszych gier i większych wrażeń. Ale to nie znaczy, że zabrakło hitów, choć nie w takiej ilości jak poprzednio.


Na podium, bez dyskusji, króluje Prince of Persia - kultowy klasyk. Ten tytuł zawsze kojarzył mi się z PeCetem i historią, kiedy jeździłem z tatą do jego drugiej pracy, w której po godzinach w biurach wszystkie stanowiska komputerowe były przeważnie puste. Jeszcze wtedy nie miałem swojego Peceta, więc mogłem chwilę pograć na biurowych maszynach. Buszując po twardych dyskach, w pamięci zostały mi dwa tytuły - WOLFENSTEIN i właśnie PRINCE OF PERSIA. Może dlatego jakoś zapomniałem o wersji amigowej, którą ostatnio ogrywałem. Gra doczekała się wielu konwersji, w tym nawet wiele lat później wersji na C64, i nie wiem, czy czasem nie mam jej na jakimś cartridge'u. Ale jak coś, to mam przecież EasyFlasha, więc od biedy mogę odpalić ten tytuł w 8 bitach.



Na drugim miejscu, wyjątkowo ex aequo, typuję dwie gry: A-10 Tank Killer - symulator lotniczy na Amigę. Żałuję, że kiedyś nie doceniłem amigowych symulatorów. Dzisiaj, po latach, odkrywam te gry i widzę, ile frajdy dają te wektorowe modele i pola bitew. Kiedy opanujesz już względnie sterowanie, ustalisz na mapie, gdzie jesteś, a gdzie są Twoje cele, namierzysz je, wystrzelisz rakiety, a po pierwszym zestrzeleniu - czujesz niesamowitą satysfakcję.



I LHX Attack Chopper - symulator helikoptera, który dosłownie wieje powagą. Ale ten już jest w wersji na PC. Czułem się jak w kokpicie - wszystko się trzęsło, zegary pękały, kiedy obrywałem pociskami, ale kiedy zestrzeliłem MiGa i Hinda, poczułem prawdziwą frajdę.




Na trzecim miejscu też wyjątkowo ex aequo: Spellbound na ZX Spectrum, choć mam oryginał na kasecie na małe Atari. To taka platformowo-przygodowa gra z elementami RPG. Chodzimy rycerzem po zamku, znajdujemy różne przedmioty, rozmawiamy z napotkanymi postaciami, a nawet zapalamy pochodnię, by nie zginąć w ciemnościach. Ta gra ma coś w sobie! Samo menu interakcji robi wrażenie, bo każdy przedmiot czy postać opisana jest szeregiem statystyk.


I Conquest of the Camelot. Klimatyczna przygodówka z rysowaną grafiką. Trochę point-and-click, bo myszką wybieramy przedmioty, ale żeby cokolwiek zrobić, musimy wpisać polecenie z palca. Takie trochę dziwne to było. Ale na szczęście wystarczy podstawowy zasób słów. Niedoceniona perełka SIERRY z piękną historią, do której nie powstała kontynuacja, bo gra podobno słabo się sprzedała.



I na koniec małe wyróżnienie - Gordian Tomb. Klasyczna platformówka na Commodore, w której przemierzamy grobowiec pełen pułapek, pająków, węży i nietoperzy oraz poszukujemy przedmiotów, które pomogą nam przejść dalej. Gra wygląda tak, jakby robiło ją Psytronik w obecnych czasach. To są moje typy na najlepsze gry, które odpaliłem podczas przeglądu tego numeru.


Teraz kilka słów o grach, które zrobiły na mnie mniejsze wrażenie, choć nie ukrywam, że też są ciekawe. Na przykład taki SENTINEL WORLDS I (FUTURE MAGIC), oceniony jako bardzo dobry tytuł. W podsumowaniu napisali, że jest to połączenie RPG, arcade, business game i platformówki... No powiem Wam, że po odpaleniu nie wiedziałem, co mam zrobić. Na początku lecimy statkiem kosmicznym przez jakąś galaktykę, mamy swoją drużynę, w której każdy za coś odpowiada. Po chwili ktoś nas atakuje, ale nie możemy strzelać, no ale w sumie nic nam nie robią... Za chwilę znowu gdzieś lądujemy, jest mapa terenu planety, wybieramy miejsce, znowu widzimy jakieś pomieszczenie na statku... Trzeba byłoby poświęcić trochę czasu na poznanie i opanowanie tej gry, ale na pierwszy rzut oka przypomina mi trochę FRONTIERA.


Kolejna gra to symulator czołgu BATTLE COMMAND. Całkiem udany, choć w symulatorach wolę latać i czołgi mnie mało interesują. Na uwagę zasługuje bardzo ładna grafika - też wektorowa, ale bardziej szczegółowa.



Sprawdziłem jeszcze grę JOE BLADE II w wersji na ZX SPECTRUM i powiem Wam, że słaba to gra i chyba szkoda na nią czasu. Rozprawiamy się z pancurami, przeskakując ich, i ratujemy „grzecznych” obywateli miasta. Nawet chyba screena zapomniałem zrobić, ale proponuję zapomnieć o tej grze.

Kolejna gra z fajnym filmowym intrem to CRIME WAVE. Według mnie intro trwa trochę za długo, ale przedstawia wydarzenia z ostatnich chwil, kiedy to na balu charytatywnym została porwana córka prezydenta. Fajnie się to ogląda, bo intro jest przerywane takimi jakby filmikami w stylu animowanych GIF-ów. No i później my wkraczamy do gry i już jest gorzej, bo trochę topornie. Ale jak chwytamy za rakietnicę i łoimy z niej we wrogów, to micha się śmieje, bo po ekranie latają kawałki mięsa... I już jest trochę lepiej. Ale ogólnie moja ocena to taka „trójka z plusem”.


No i na ostatniej stronie, oceniona jako BARDZO DOBRA, jest gra, która jest dla mnie istnym koszmarem. Wszystkie gry z tej serii czy gatunku są dla mnie koszmarem. Ja wiem, że są w niej piękne animacje, że grafika stoi na najwyższym poziomie, ale co to za gra, w której coś się dzieje, leci jakaś sekwencja, a my w odpowiedniej chwili musimy wykonać jakiś ruch joystickiem. Frustracja na maksa - unikam tych gier jak ognia. No a tytuł to DRAGON'S LAIR 2.

I to by było na tyle. Kończymy tę kolejną stronę w archiwum naszych przeglądów. Dzięki za uwagę.

Dajcie znać, co Wy pamiętacie z tego numeru! Czekam na Wasze wspomnienia.

Życzę miłego weekendu i zapraszam również na nowy materiał na YT.

Wasz Bajtel.

Share:

Gry z Komoda & Amiga plus #29 | Przegląd Retro Prasy

Magazyn: Komoda & Amiga plus

Numer: 29
Data wydania: zima/wiosna 2026

Kolejne spotkanie z Komkiem - Redaktorem Naczelnym magazynu Komoda & Amiga plus. Temat spotkania? Wspólne granie, pogaduchy i przegląd najnowszego numeru magazynu. Ale zanim przejdziemy do przegladu to muszę się czymś Wam pochwalić.    


Retrobajtel w swojej grocie gdzieś w 1992 roku

    Zgadnijcie, kto jest na tym zdjęciu… Kojarzycie te zaspane oczy? Tak, zgadliście — to ja. Rok 1992 albo 1993… Jeszcze szkoła podstawowa, bo na biurku stoi Amiga 500. Jest też oryginalny monitor. Coś tam nawet na nim widać. Ciekawe, co wtedy robiłem. Widzę jakieś zarysy gór… choć może to tylko cień, a może „Czołgi”? Hmm… trudno stwierdzić. 😄

W tle na biurku jakieś kasety, może dyskietki? Tego już nie wiadomo. Lata zabrały niektóre rzeczy bezpowrotnie, tak samo jak nasz dziecięcy, beztroski czas. Ale zawsze można powspominać, bo wspomnień nikt nam nie odbierze. Tak właśnie wyglądało moje stanowisko gracza w latach 90.


I właśnie w 29. numerze magazynu Komoda & Amiga Plus miałem przyjemność opisać kawałek tej mojej amigowej historii.

A kiedy przyszedł w odwiedziny Komek, wspólnie przewertowaliśmy 29. numer i powspominaliśmy stare czasy. Ale najfajniejsze jest to, że oprócz tych wspomnień i gier, które pamiętamy z dawnych lat, było też sporo nowych tytułów, które cały czas ukazują się na nasze ukochane retro sprzęty 8- i 16-bitowe.


Retro ma się więc bardzo dobrze dzięki pasjonatom, którzy cały czas kodują nowe historie, dając tym sprzętom drugie życie, a nam — ogromną frajdę z grania.


No to lecimy po szybkości przez 29. numer K&A Plus… Co ciekawego? Oj, dużo dobrych treści! O nowych grach już wspominałem, ale w przeglądzie jest naprawdę sporo zapowiedzi. Dodam też, że do numeru można dokupić dyskietkę 5,25'' z kompilacją „Good Old 8-Bit Games #11”. Dla tych, którzy posiadają stację do C64 — coś pięknego.


Jedziemy dalej. Jest obszerny artykuł o Amidze, która w tym roku dołączyła do czterdziestolatków, więc można nadrobić trochę historii komputerów i samej firmy.

Z gier mamy świetnych Muszkieterów od firmy PSYTRONIK, która praktycznie wydaje same hity na C64. Pograłem chwilę w wersję preview i chyba za kilka dolarów kupię sobie oryginał, choć zastanawiam się też nad pięknie wydaną wersją na kasecie.



Dalej mamy grę o pewnej śwince, która je, puszcza bąki i zbiera kibelki.
😄 Tak w skrócie. Fajna, kolorowa i zabawna. Gdybym miał opisać ją na składance Waldiko, to pewnie napisałbym: „Świnia je i pierdzi”.


Kolejna ciekawa gra to DEATH SECTOR na PLUS/4. Przemierzamy statkiem kosmicznym różne korytarze, ale nie strzelamy od razu. Najpierw musimy zdobyć kod do śluzy i przedostać się do odpowiedniego miejsca.



ULTIMA 1 na VIC-20 — odpaliłem ją w wersji na C64 i cieszę się, że mogłem poznać początki tej przygody, a właściwie podwaliny gatunku RPG. Trochę połaziłem po lesie i wybrzeżu, chciałem sprać Nessiego, ale to on sprał mnie, więc zająłem się biciem przypadkowo napotkanych ogrów czy orków — już sam nie pamiętam. 😄



Kolejną grą, którą odpaliłem, był THE TRIBE. Prowadzimy plemię przez niebezpieczne tereny, polujemy na mamuty, wytwarzamy broń i próbujemy przetrwać, odpierając ataki dzikich zwierząt. Taka mieszanka strategii i RPG. Bardzo ciekawy tytuł, wydany wspólnie z grą BATTLE FOR FROST.



Zagraliśmy też w TANTOOMANA — bardzo fajną logiczną grę na czas.



Dalej pokusiłem się o odpalenie nowej gry ROGUEISH. To również RPG, trochę podobny do ULTIMY, ale według mnie bardziej złożony, ciekawszy i po prostu fajniejszy. Jak przystało na klasycznego RPG-a, chodzimy po lochach, zbieramy artefakty, rozwijamy postać i walczymy z bestiami. Jak na C64 — dla mnie 10/10. I koniecznie muszę zdobyć oryginał.



Thunderlighta odpaliliśmy z Komkiem bardziej z ciekawości, bo to projekt zaprezentowany jeszcze w 1988 roku i nigdy niedokończony. Mimo wszystko grania jest sporo. Niestety nie ma muzyki ani efektów dźwiękowych, a nasza wersja była chyba trochę zabugowana, bo postać ginęła w totalnie randomowych momentach.


Jest też artykuł o klasycznych grach karate, które pewnie wszyscy pamiętają z tamtych lat. Do tego bardzo obszerny materiał o kultowym Golden Axe i porównanie First Samurai z Second Samurai. Zagraliśmy z Komkiem w obie części i według nas pierwsza, starsza odsłona wypada trochę lepiej. Ale obie gry są naprawdę bardzo grywalne.





Na koniec odpaliłem Abbey(s) of the Dead — grę inspirowaną klasycznymi platformówkami ze Spectruma. Ma naprawdę fajny klimat. Na początku przemierzamy opuszczony kościół, w którym barykadujemy się przed grupą rycerzy.



Aaa, no i zapomniałem wspomnieć — graliśmy zarówno w wersje z C64, jak i w gry amigowe.
😄

No i to by było na tyle z gier, które udało się odpalić. Jak zwykle coś się powspominało, coś odkryło i coś stało się inspiracją do zgłębienia kolejnych tematów — jak u mnie chociażby MUSKETEER, ROGUEISH czy THE TRIBE. I właśnie najlepsze jest to, że są to nowe gry, wydane całkiem niedawno. Dzięki K&A Plus dowiedziałem się o nich i zamierzam kupić ich oryginały.

Są jeszcze artykuły typowo techniczne — kurs assemblera czy wspomnienie sprzętu o nazwie „Casablanca”. Treści jest tyle, że spokojnie umilą Wam kilka coraz cieplejszych wieczorów.




Ja Wam bardzo dziękuję i wspólnie z Komkiem zapraszam do obejrzenia materiału wideo na YouTube.

Miłego weekendu!
Wasz Bajtel 💾

Share:

TOP SECRET 8 (grudzień/styczeń 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

SeriaGry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 8
Data wydania: grudzień/styczeń 1992

Moje TOP 3 z numeru: Centurion, Secret Of Monkey Island, Powermonger


    Kolejny przystanek w naszym kiosku retro — tym razem TOP SECRET nr 8 z przełomu 1991/1992 roku.


Lata lecą nieubłaganie, a my jak zwykle pod prąd. I tym razem wehikuł czasu przeniesie nas jeszcze dalej w przeszłość, bo do początku 1992 roku, kiedy to ukazał się 8. już numer magazynu TOP SECRET. Nadal jest to dwumiesięcznik i na okładce widnieją miesiące styczeń i luty, więc przełom lat 91/92.


No i cóż fajnego w środku. No powiem Wam, że będzie się działo i chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby odpalić większość opisywanych tu gier. Ale od początku. Naczelny Przasnyski („Martinez”) pisze o małych opóźnieniach, tłumaczy się z małej ilości opisywanych gier na Atari i deklaruje poprawę od kolejnego numeru. I również od następnego numeru TOP SECRET będzie miał nową szatę graficzną, lepszy papier i mniejszy, poręczniejszy format. No bo rzeczywiście jest większy od standardowego A4 i przez to trochę mniej poręczny. Tak więc zmiany, zmiany…


Z ciekawych artykułów jest wywiad z panią Patricia Hughes, szefową działu sprzedaży kultowej Electronic Arts na rynek niemiecki. Opowiada, jak firma będzie próbowała walczyć z piratami — jeśli organy ścigania nie dają rady, to powołana zostanie specjalna służba detektywistyczna… Hahaha, trochę chyba panią poniosło. Z ciekawszych rzeczy opowiada o polskich lokalizacjach gier, które są w planach, o obniżeniu o prawie 80% cen gier w stosunku do rynku zachodniego, o tym, że wbrew temu, co mówią ludzie, EA nadal tworzy gry na C64. O tym, że część Atarowców przesiada się na ST, Amigę czy Peceta i że sytuacja dotycząca zastosowań tych maszyn się skrystalizowała. Amiga jest królową gier domowych, Atari ST kupuje się głównie do muzy i poligrafii, a PeCet — staje się równorzędnym partnerem do gier. No nie da się ukryć, że to naturalna kolej rzeczy. Artykuł jest częścią relacji z targów Computer Games Show, które odbyły się w warszawskim klubie „Stodoła” w październiku 1991 roku. I rzućcie proszę okiem na fotki, jak to wtedy wyglądało, dosyć biednie, ale klimatycznie.






Podsumowując targi:

  • Widać, że coś drgnęło
  • Niektóre zachodnie firmy chcą z nami rozmawiać
  • 90% oprogramowania jest już tworzona na 16-bitowce
  • Z 8-bitowców mówi się jedynie o C64


Jak już zacząłem od fajnych artykułów i ciekawych rubryk, to największą ciekawostką tego numeru jest rubryka SOS, w której to użytkownicy różnych komputerów wymieniają się kontaktami i szukają kolegów i koleżanek o podobnych zainteresowaniach. Spójrzcie na screen z tej rubryki, są tam podane pełne adresy zamieszkania — dzisiaj przy całej ochronie danych osobowych — coś nie do pomyślenia. Ciekawe czy któryś z tych kolegów nadal mieszka pod wskazanym adresem... Fajnie się na to patrzy. Ale jeszcze fajniejsza jest zabawa w rozszyfrowywanie tych skrótów, np. Andrzej, lat 13… „D3.5, 70, SPORT, ARC, SO, OCZ”. Rozumiem, że ma Amigę, bo rubryka Amigowa, szuka na dyskietkach 3,5’’ gier sportowych i arcade… „70” — to cena? „SO”, „OCZ” — nie wiem, co oznaczają. Ale ogólnie takie dawne papierowe forum. Tak kiedyś było, tak się szukało informacji, jak np. w kolejnym artykule „Z teczki tajniaka”, gdzie kolega Waldemar pyta, czy gry na Atari ST mają lepszą grafikę niż te na Amigę, albo „co powiedzieć hippisom w grze Police Quest”…







No więc teraz, przechodząc do gier, nie będę może opisywał wszystkich, bo jak zawsze zapraszam Was na materiał na YT, w którym przeglądam magazyn strona po stronie i większość z nich albo niektóre odpalam na krótką lub mniej krótką chwilę. Ale powiem o tych najważniejszych, tych z podium i zaraz poza nim.


No więc na miejscu TRZECIM wylądował POWERMONGER od Bullfrog i od nie kogo innego, tylko Petera Molyneuxa — głównego programisty firmy, który stworzył takie hit jak np. Dungeon Keeper, Populous czy Theme Park.
To gra z gatunku „zabawy w Boga”, tylko że tym razem wcielamy się w wygnanego wodza, który chce podbić świat. Na początku można się trochę pogubić w tych wszystkich ikonkach, bo nie wiadomo, co poszczególne oznaczają, ale z opisem w ręku można pomalutku ogarnąć temat, zaatakować wioskę, nakarmić ludzi, zwerbować do armii, wynaleźć coś, wysłać szpiega, zawiązać pakt itd. I już słupek miodności pnie się do góry. Naprawdę bardzo fajny tytuł, na długie godziny zabawy.





Miejsce DRUGIE — bezapelacyjnie SECRET OF MONKEY ISLAND — genialna przygodówka od Rona Gilberta i ekipy LUCASFILM. To jest kwintesencja prawdziwej przygodówki typu point & click z dawnych lat. Piękna grafika, rysowane lokacje, piękna ścieżka dźwiękowa i świetna historia podszyta rewelacyjnym humorem — w to trzeba zagrać. Jakaś magia bije od tej gry. Wcielamy się w znaną przynajmniej ze słyszenia każdemu graczowi postać Guybrusha Treepwooda, ambitnego młodzieńca, który przybywa na Karaibską wyspę Mêlée Island i chce zostać prawdziwym piratem. Jako ciekawostkę dodam, że lokacje w grze są inspirowane prawdziwymi miejscami i gdzieś tam na grupie fanów gry można natrafić na zdjęcia robione w miejscu znanym z gry. Gra jest na mojej kupce wstydu i koniecznie muszę ukończyć tą przygodę. Powiem Wam, że pograłem chwilę, zagadałem w tawernie z jednym, z drugim piratem, później wlazłem do kuchni, kiedy nie było kucharza, wrzuciłem jakieś mięcho do gara… Wyszedłem przez drzwi na molo i wpatrywałem się w gwiaździste niebo odbijające się w oceanie… Coś pięknego.






No i na miejscu PIERWSZYM — jedna z moich ulubionych i najważniejszych gier lat młodości — CENTURION.
I tutaj muszę Wam wspomnieć o polskiej wersji tej gry, a raczej fanowskim spolszczeniu, które wpadło mi w ręce. W zasadzie to tylko taką wersję miałem i nie pamiętam już skąd. Prawdopodobnie od kumpla z bloku obok, bo zawsze kiedy myślę o tej grze, kiedy wracam do niej, to widzę ten 4-klatkowy blok, tą konkretną klatkę i to mieszkanie kumpla na parterze. Wracając do tej wersji, pamiętam, że na samym początku, jak gra się wczytywała i wyświetlał się ten ekran Workbencha, to była tam informacja o autorach spolszczenia i o ile dobrze pamiętam, był tam podany jakiś adres w Sosnowcu. I chłopaki coś tam pisali o szkole, coś w stylu „idźcie (albo nie) do szkoły”, ale tego dokładnie nie pamiętam i mogło tak nie być. W tłumaczeniu były drobne błędy, ale fajnie się oglądało wstęp do gry i czytało historię Romulusa i Remusa po polsku. Polskich lokalizacji gier praktycznie nie było i fajnie, że zdolni piraci potrafili sami, nieoficjalną drogą, przybliżyć nam fabułę gry. Szacun. Zreszta pewnie domyślacie się jaka była reakcja bajtli z tamtych lat na grę po Polsku. Pamiętam jak się zagrywałem w Centuriona, jak zdobywałem kolejne prowincje starożytnego świata i jak wprowadzałem swoje rządy. Ustalałem podatki, mobilizowałem i uzupełniałem swoje armie, a mieszkańcom miast dla poprawy humoru dostarczałem rozrywkę w postaci np. walk gladiatorów czy wyścigu rydwanów. Pamiętam do dziś, jak w Gladiatorze z Russelem Crowe’em okrutny Kommodus grany przez Joaquina Phoenixa decydował o losie pokonanego, wystawiając kciuk w górę lub w dół… Tutaj też mogliśmy decydować o losie przegranego. Były jeszcze przed walkami pertraktacje z przywódcami najechanych prowincji. Często nie chcieli z nami rozmawiać, więc „GO TO WAR” i wtedy ustalaliśmy szyk i taktykę, i nasze wojska ścierały się na polu bitwy, a my mogliśmy obserwować fajnie animowane jednostki i częściowo wpływać na przebieg bitwy. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, która mnie bardzo smuciła. Otóż w mojej wersji przy próbie budowy floty gra się zawieszała. Niestety jakiś bug, może przez to spolszczenie, nie wiem, ale robiłem sobie nadzieję, że bez floty też da się wygrać. Niesamowity tytuł i poluję na jego oryginał.







Poza podium muszę krótko wspomnieć o kilku fajnych grach, zasługujących na wyróżnienie. Są to:


MYTH — bardzo fajna platformówka z fabułą przenoszącą nas w krainy od piekieł, przez starożytną Grecję, Skandynawię czy Egipt. Pięknie animowane postacie, świetnie wyglądające tła, masa cieszących oko efektów, zaskakujący bossowie na pół ekranu, kilka broni do wyboru i uwaga! Mieczem możemy kościotrupom obcinać łby, niczym w Barbarianie.







GODS — kolejna, bardzo fajna platformówka, z oprawą rodem z mitów greckich. Mamy poziomy naszpikowane pułapkami, zapadniami i odrażającymi istotami. Typowa amigowa solidna platformówka.






No i 2 tytuły na ZX SPECTRUM:

COMBAT LYNX — symulator śmigłowca, zobaczcie sami jak Speccy daje radę i jak pięknie generowany jest trójwymiarowy teren.

REBEL — uwaga, spróbuję jak w „WALDIKO” — opis gry: "mały czołg ustawia lustra".





Jest też jeden gniot, który mnie wkurzył niemiłosiernie, ale po szczegóły zapraszam do filmu…




No i to by było na tyle tych wspomnień, reszta na screenach i na YT, gdzie Was serdecznie zapraszam.
Mój kiosk z retro jest otwarty przez całą dobę, tak więc wpadajcie po wspomnienia i dzielcie się Waszymi w komentarzach.


Miłego weekendu Wam życzę.

Wasz Bajtel 💾

Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka Bajtki z 1989 roku (numery 8 i 10) Kontynuując w...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.