Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia gracza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia gracza. Pokaż wszystkie posty

SECRET SERVICE 30 (grudzień 1995) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

Seria: Gry z SECRET SERVICE

Magazyn: SECRET SERVICE

Numer: 30
Data wydania: grudzień 1995

Moje TOP 3 z numeru: COMMAND & CONQUER, HEROES OF MIGHT & MAGIC, FADE TO BLACK

 #kioskzretro

W drodze do szkoły mijam kiosk. Jest początek nowego miesiąca. Długo czekałem na ten dzień...

Czas pędzi nieubłaganie… To już 30. numer SECRET SERVICE. Zmieniają się gry, zmieniają się sprzęty, no i zmieniają się też nasze oczekiwania. Chcemy gier ładniejszych, płynniejszych, bardziej zaawansowanych technicznie. Przecież nie na darmo zmienialiśmy procesor czy kartę graficzną. Gdzieś tam, może na końcu, zapominamy o tej fabule — historii, która jest fundamentem dobrej gry.


No ale idziemy z duchem czasu — technologia się zmienia, więc chcemy jej dotrzymać kroku i w naszych małych pokoikach, w blokowiskach na osiedlach, chcemy zakosztować tych efekciarskich i nowoczesnych gier. Na szczęście jest jeszcze wiele do odkrycia i nawet w 1995 roku wiele gier potrafiło wywołać w nas odruch zachwytu i zastanowienia: jak ta gra w ogóle została zrobiona?

I właśnie ten numer jest tego przykładem. Nie będę się za wiele rozpisywał, ale jest tu kilka gier, które są przełomowe. Zacznę może od gry numeru, czyli bez dwóch zdań tytułu COMMAND & CONQUER. Dla mnie to był opad szczęki — dosłownie. Grałem już wcześniej w Dune 2 czy nawet polską produkcję Polanie i coś tam już wiedziałem o RTS-ach, ale to, co zrobiła ekipa z Westwood Studios, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.


Pamiętam do dziś — i pewnie już nieraz Wam tę historię opowiadałem — jak w pierwszej klasie technikum kumpel nosił mi zripowaną wersję gry, chyba na 10 dyskietkach. Grę spakował jego brat ARJ-em (pewnie pamiętacie). Oczywiście moje dyskietki były tak wysłużone, że przez dobre dwa tygodnie nosiłem tę grę, kopiowałem kolejne pliki i co chwilę któryś okazywał się uszkodzony. Na szczęście brat kolegi nie skasował tego archiwum i wreszcie udało się poprawnie skopiować wszystkie „arj-ty”.




Odpaliłem grę i stało się to, o czym pisałem wcześniej — nie mogłem się od niej oderwać. Mogłem zaznaczać całe oddziały i nacierać nimi na przeciwnika. Zaczynało się od bazy, którą później rozbudowywałem o kolejne kompleksy, rekrutowałem różne jednostki — piesze i zmechanizowane. Pięknie to wszystko wyglądało, a ta cała dynamika windowała miodność na sam szczyt skali.

Kiedy już miałem odpowiednio doposażony oddział, nacierałem na bazę przeciwnika i niczym jakiś generał obserwowałem z bezpiecznego miejsca ostrzał jednostek i zabudowań, które po kolei eksplodowały i przechylały szalę zwycięstwa na moją stronę. Świetny tytuł, który wyznaczył standardy dla całego gatunku RTS i — co najważniejsze — po latach jest nadal mega grywalny. Później oczywiście był kultowy STARCRAFT, ale to już temat na kolejną historię.



Drugą z kultowych gier miał być MORTAL KOMBAT 3, który według wielu graczy uchodzi za najlepszą część Mortala — i ja się z tym całkowicie zgadzam, bo gra wygląda świetnie, a same walki są dynamiczne, efekciarskie i przesiąknięte tym, czym powinna być przesiąknięta prawdziwa bijatyka — pewnie wiecie, czym 😉


Ale MORTAL w tym zestawieniu nie zajmie 2. miejsca, bo jednak szlak wytyczyła część pierwsza i to był prawdziwy przełom oraz szok na rynku mordobić. U mnie na miejscu drugim znajdzie się HEROES OF MIGHT AND MAGIC. I nie wiem, dlaczego w tym numerze jest tak słabo oceniony — co, autorzy nie czuli klimatu?


Wiem, że to znowu „trójka” jest uznawana za najlepszą część, no ale od „jedynki” się to wszystko zaczęło. Pamiętam, ile godzin spędziłem z tą grą… Ile partii stoczyliśmy z kumplami. Każdy cierpliwie czekał na swoją kolej i obserwował, co zrobi przeciwnik. A my eksplorowaliśmy mapę, rozbudowywaliśmy nasze zamki, rekrutowaliśmy armię składającą się z wszelkich stworzeń rodem z literatury fantasy i oczywiście toczyliśmy walki o coraz większą dominację i ekspansję.



Ta gra ma coś magicznego i muszę powiedzieć, że jest to taki tytuł, którego nie musicie się uczyć kilka godzin — już po chwili grania wiecie, co, gdzie jest i na czym gra polega. Zawsze podobało mi się to eksplorowanie mapy i różne zaskakujące sytuacje, które działy się w tle — jakieś wydarzenia dodające szczęścia czy odkrycie ciekawego miejsca. Gdzieś tam jakaś grupka wieśniaków chciała się do nas przyłączyć — naprawdę wiele się działo. I dla mnie to jest kolejna najważniejsza gra w moim gamingowym życiu.

No i na trzecim miejscu będzie odkrycie. I to tutaj już miał być Mortal, ale po zagraniu w FADE TO BLACK zmieniłem zdanie. Pamiętacie Another World, stworzony przez genialnego francuskiego programistę Erica Chahiego dla Delphine Software? Zawsze myślałem, że kolejna gra, Flashback, to jej kontynuacja, no bo wydało ją to samo studio, a sam klimat gry i animacja były łudząco podobne do Another World.



No i dopiero po latach dowiedziałem się, że to dwie zupełnie inne gry, choć Flashback można powiedzieć, że jest duchowym rozwinięciem pomysłów z Another World. No ale co z tym Flashbackiem… Stworzył go też świetny twórca gier Paul Cuisset i późniejszą kontynuację przeniósł do świata 3D. Tą kontynuacją jest właśnie FADE TO BLACK.



W tamtych czasach było to nowatorskie spojrzenie na gameplay. Gra dostała trochę po dupie — oczywiście całkiem niesłusznie — bo gracze nie umieli ogarnąć sterowania i przyzwyczaić się do akcji ukazanej z perspektywy trzeciej osoby. Ale oznajmiam Wam wszem i wobec, że gra jest świetna. Może dzisiaj trochę sterowanie kuleje, ale sam silnik graficzny i przedstawienie akcji to dokładnie jakby wziąć Another World czy Flashback i osadzić je w trójwymiarowym świecie.

Tytuł jak najbardziej zasługuje na 3. miejsce w tym zestawieniu.

Oczywiście to nie są wszystkie fajne tytuły, które są opisywane w tym numerze SS, ale według mnie to te najlepsze. Z pecetowych dużych i dobrych tytułów jest NEED FOR SPEED — moja pierwsza gra, w jaką zagrałem, kiedy sąsiad przyniósł mi już złożonego, mojego pierwszego peceta.



Jest też świetny CRUSADER: NO REMORSE — w tamtych czasach to był wielki hit. Pamiętam te efekciarskie wybuchy — w ogóle gra miała świetną oprawę audiowizualną. Sporą frajdę miałem, kiedy eksplorowałem tę bazę i przedostawałem się do kolejnych, strzeżonych poziomów. Można było też strzelać do obsługi… Ale to tak na marginesie…



No i nie mógłbym nie wspomnieć o największym amigowym hicie tego numeru, czyli o WALKERZE. Pamiętacie? Jeden steruje robotem i kieruje jego ruchem, a drugi celuje myszką i eliminuje przeciwników. Bardzo dobra gierka, ciekawe tło fabularne — nasz „ED-209” zaczyna u schyłku wojny w zrujnowanym Berlinie.



Jak już jesteśmy przy Amidze, to na małe wyróżnienie zasługuje według mnie POLE WALKI polskich twórców. To takie rozbudowane „czołgi” widziane z góry. Jest też kolejny amigowy FPS — PROJECT BATTLEFIELD, ale trochę słabe to jest, choć szacun za podjęcie tematu stworzenia czegoś daleko odbiegającego od Dooma czy Wolfensteina — no, ale jednak… na Amigę.



I teraz tak kartkując jeszcze raz ten numer SECRET SERVICE, nie wiem jakim cudem pominałem taki tytuł jak DUNGEON MASTER 2, tym bardziej, że ukazał się też na Amigę. Zagrałem chwilę, poszwędałem się po lochach, zrekrutowałem drużynę, coś tam znalazłem i na końcu przy wyjściu na świeże powietrze - zabił mnie (nas) jakiś blob... I już wiem, że jest to gra do odkrycia i zagłębienia się w tą historię wieczorową porą, bo naprawdę jest niezły klimat, fajna muzyka i nawet na pierwszy rzut oka gra nie wydaje się jakoś zbyt trudna do ogarnięcia. A jak Wam kiedyś pisałem, bardzo chciałbym nadrobić te stare, kultowe rpgi.



Jak zawsze wrzucam kilka screenów i — jak zawsze — zapraszam Was również na ponad 2-godzinny materiał wideo na YT, w którym, przeglądając strona po stronie magazyn, odpalam wspomniane gry. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się — jak zawsze — Waszymi historiami z tamtych lat. W co graliście i jakie są Wasze typy, jeśli chodzi o ten numer SECRET SERVICE? 

A, no i na koniec pocztówka z dawnych czasów - pamiętacie te zestawy? Kto o takim nie marzył... A jakieś oryginalne gry kupowaliście w tamtych czasach?


Przy okazji — miłego weekendu Wam życzę. Dychejcie, bo pogoda fajna, a jak Wam będzie zimno, to wieczorem już w domu możecie trochę poczytać albo obejrzeć „JuTjuba” 😉


Pozdrawiom
Wosz Bajtel

Share:

Moja osiedlowa historia retro – część 1: ZX Spectrum

    W pierwszej części serii „Moja osiedlowa historia retro” wracam do czasów dzieciństwa i moich pierwszych doświadczeń z komputerem ZX Spectrum 48. To opowieść o blokowisku, giełdzie komputerowej na Baildonie, kasetach magnetofonowych i pierwszych grach, takich jak River Raid, Bomb Jack czy Yie Ar Kung-Fu.

Wspominam początki swojej przygody z retro komputerami, pierwsze wczytywanie gier z kasety, cartridge Kempstone oraz klimat lat 80. i 90., który do dziś budzi ogromną nostalgię.

Moja osiedlowa historia retro – część 1: ZX Spectrum    


    Kilka wspomnień utrwalonych na papierze… Zabiorę Was na spacer po moim osiedlu — do miejsc, w których dorastałem jako Bajtel… między blokami, tam, gdzie wszystko się zaczęło.

To właśnie tam zaczęła się moja przygoda z komputerami — które przenosiły mnie do fantastycznych światów i pozwalały choć na chwilę uciec od osiedlowej rzeczywistości.
To właśnie te lata dziś wspominam z ogromną nostalgią.




Z tego, co mogę sobie przypomnieć, kuzyn miał właśnie „gumiaka” — ZX Spectrum 48. I to był chyba pierwszy komputer, który zobaczyłem na żywo i na którym mogłem zagrać. Cały czas po głowie chodzi mi gra „Stop The Express”.





No ale jak w ogóle dostałem ten mój pierwszy komputer ZX Spectrum 48? Tutaj mam takie migawki z dawnych czasów i pamiętam np. sytuację, jak na giełdę na Baildonie jechaliśmy dużym fiatem mojego wujka (tego od kuzyna, co już miał ZX Spectrum). Nie pamiętam dokładnie tego dnia na giełdzie, ale pamiętam, że później pojechaliśmy wspólnie z tatą, kuzynem (chyba) i wujkiem do domu pewnego gościa, który przypominał mi Jaruzelskiego, bo miał bardzo grube i ciemne szkła w okularach, no i z twarzy był taki prawie 1:1. Tak go przynajmniej zapamiętałem. To był chyba gość poznany na giełdzie i najprawdopodobniej od niego kupiliśmy ZX Spectrum razem z zestawem kaset. Nie było tam nic oryginalnego — gry nagrane na stare, niemieckie kasety. Co było charakterystyczne, to to, że te składanki nagrał ten gość, a przed każdą grą dograł swój głos, który wymawiał tytuł gry. Trochę mnie to śmieszyło, z drugiej strony przerażało, no ale taki był Jaruzelski z Baildony.




No więc wróciliśmy z naszym pierwszym prawdziwym komputerem 8-bitowym i tutaj mam pewną zagwozdkę. No bo skoro zabraliśmy też kasety, to magnetofon musiał być, ale ja pamiętam późniejszy magnetofon GRUNDIG (taki nietypowy, płaski), który przerobił mój tata. Dorobił do niego porty „EAR” i „MIC”, czyli wyjście słuchawkowe i wejście do podłączenia mikrofonu (taki „LINE-IN”).




Mniejsza już, jaki miałem pierwszy magnetofon, ale jedno pamiętam do dziś — nie mieliśmy joysticka, ale to i tak nie miało znaczenia, bo nawet gdybyśmy mieli, to nie było go gdzie podłączyć. ZX Spectrum 48 nie ma wbudowanych portów joysticka. No więc pierwsze gry „poszły” na klawiaturze. Później tata zrobił cartridge, dzięki któremu mogłem podłączyć joystick w standardzie Kempstone’a. I powiem Wam, że wtedy nie było tak jak dzisiaj, że płytkę drukowaną już wytrawioną można było zamówić, a obudowa wydrukowana na drukarce 3D była do wyboru, do koloru, na drugi dzień u Ciebie. Nie, nie — wszystko tata wykonał własnoręcznie, a sama płytka była trawiona starą metodą. Jak ktoś z Was robił jakieś swoje układy elektroniczne, malował ścieżki lakierem do paznokci, a później wytrawiał je w kwasie solnym, to będzie wiedział, o co chodzi. Słowem — trochę roboty jednak było. No więc w końcu mogłem zagrać na prawdziwym joysticku. Jaka była radość, kiedy w menu wybierałem KEMPSTONE JOYSTICK. Na boku cartridge’a tata dorobił też taki mały mikrostyk do resetowania komputera, no bo „gumiak” też tego nie miał, dopiero wersja z „plusikiem” miała taki RESET. Co do wersji z „plusikiem” — zakochany jestem w tej obudowie, choć takiego drugiego komputera jak „gumiaka” po prostu nie ma.




Magnetofon niestety przepadł, ale na szczęście udało mi się gdzieś na aukcjach znaleźć taki sam, tylko że czeka go przeróbka.

Miałem już komputer, magnetofon, cartridge i joystick, więc w sumie mogłem grać.
To teraz trochę o pierwszych tytułach. Oczywiście prócz „Stop The Express”, który nie ruszył i tak na joyu i szybko o nim zapomniałem, ale już na stałe będzie siedział mi w pamięci obrazek z gry z gościem skaczącym po wagonach pociągu i uciekającym przed zbirami i jakimiś ptakami. Ile razy spadłem na torowisko…


No ale przejdźmy do dwóch wspaniałych gier — BOMB JACK i RIVER RAID. To były moje najlepsze tytuły z pierwszych lat komputerowej fascynacji. Graliśmy całą rodziną, a w Bomb Jacku nawet nazwaliśmy jedną planszę „Giszowiec”, bo blokowiska w tle były łudząco podobne do tych na Giszowcu. Były jeszcze dwie gry: YIE AR KUNG-FU — i z tą grą już zawsze będzie mi się kojarzył głos „Jaruzelskiego” wymawiającego tytuł gry przed załadowaniem — oraz WRIGGLER, tytuł, którego szukałem po latach. Pamiętam, że była o jakiejś dżdżownicy, która unikała robactwa i przemierzała łąki, labirynty. Z tą grą kojarzył mi się jeden motyw — że była tam herbata Lipton gdzieś w jednej planszy. Oczywiście odpaliłem po latach i rzeczywiście stoi tam zaraz na początku w jednej kubek jakiegoś gorącego napoju, ale o Liptonie nie ma informacji. Czyli prawie dobrze kojarzyłem.




No i to były w sumie pierwsze gry, jakie uruchomiłem i jakie w ogóle miałem na kasetach. Żałuję, że w tamtych czasach nie kupowałem prasy, takiej jak np. Top Secret — chyba byłem za małym Bajtlem, ale mógłbym poznać wiele gier, w które zagrałbym bez problemu, przywożąc je z Baildony. 




Dopiero dzisiaj, po tylu latach, zdałem sobie sprawę z tego, jaką ogromną bibliotekę gier miał ZX Spectrum i ile mnie ominęło. Na osiedlu królowały C64, wydawało mi się, że te komputery deklasują mojego skromnego „gumiaka”, ale okazuje się, że nie. „Gumiak” miał jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną grafikę, nie wspominając o dźwięku, który potrafił wygenerować prosty buzzer. Pamiętacie las z „Robin of The Wood”, albo mówiony tekst zaraz po uruchomieniu gry? Przecież ja się jej bałem. Tam był taki klimat, taka grafika — na żadnym innym sprzęcie ta gra tak nie wyglądała. Na C64 jakoś taki bardzo brązowy był ten obraz… No ale wracając do Spectruma — tak, wydawało mi się, że o większości gier mogę pomarzyć, a tu takie zdziwienie. Dzisiaj czytam o jakiejś grze na 8-bitowe maszyny i praktycznie zawsze widnieje tam ZX Spectrum.



Kiedy przeprowadziliśmy się kilka bloków dalej to z balkonu miałem widok na budynek w którym na dole mieścił się sklep, a na górze był klub młodzieżowy. No więc chodząc już do podstawówki często spędzaliśmy popołudnia w tym właśnie klubie. To była taka kolebka technologii. My, biedne bajtle z osiedla, mogliśmy zakosztować drogich zabawek z zachodu. Mogliśmy pobawić się tym czego często nie było w domu. Pamiętam, że wchodziło się po schodach na górę, po lewej były drzwi i zaraz za nimi była pierwsza sala, z ladą po lewej stronie i fotelami po prawej. Obok foteli stała jakaś półka na której były gry planszowe. Oczywiście tam się wypożyczało sprzęt na godziny. Na szczęście nie kosztowało to wiele. Braliśmy np. kilka fajnych planszówek albo ruską bitwę morską i graliśmy. Były tam też te małe elektroniczne gierki, a najbardziej rozchwytywaną była ta którą nazwaliśmy "wyścigówki".






I właśnie w tym klubie, chyba zaraz na wprost od wejścia i później skręcając w prawo, była mała salka z biurkami i krzesłami. Na biurkach stało kilka Spectrumów, pamiętam, że to tam zakochałem się w ZX SPECTRUM +. Teraz już wiem, że zakochałem się w obudowie, bo ten piękny komputer praktycznie niczym nie różnił się od ZX SPECTRUM 48, którego miałem w domu. No, może jedynie przyciskiem „reset”, którego w gumiaku nie było. Do dzisiaj uważam, że nie ma piękniejszego komputera i ładniejszej obudowy niż ta którą miał właśnie ZX SPECTRUM +. No i tak z ciekawości zajrzałem do tej salki. Siedzieli tam starsi, znani z osiedla koledzy. Przepisywali jakieś listingi programów w BASIC’u z Bajtka. Sprawiali wrażenie programistów, którzy wiedzą co dana linijka kodu, czy dana komenda znaczy i robi w samym programie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Dostać się do komputerów nie było szans, bo wszystkie stanowiska były zapełnione. Pamiętam, że coś tam próbowałem zagadać, o coś zapytać, ale wzrok starszego kolegi szybko sprawił, że zrozumiałem gdzie moje miejsce. Choć jak dzisiaj tak sobie to przypominam, to założył bym się, że wtedy wiedziałem więcej niż Ci wszyscy osiedlowi programiści w tej sali razem wzięci. No ale trzeba było ustąpić starszym. Ale bardzo chciałem razem z nimi uczestniczych w tym kółku komputerowym, po prostu brakowało mi kumpla, który miał wtedy ZX SPECTRUM i zachwycał się nim tak jak jak ja. 






No więc tak przebiegało moje życie na osiedlu z moim pierwszym 8-bitowcem. Następnym razem opowiem Wam kolejną historię z blokowiska. Może o automacie z Ghosts 'n' Goblins, który stał w jednym z pubów, niedaleko mojej szkoły, a może już płynnie przejdziemy do tych najlepszych czasów - Amigowych.

Wrzucam kilka zdjęć z osiedla — spróbujcie wyobrazić sobie, jak tam było prawie 40 lat temu. A żeby bardziej poczuć klimat minionych lat, uruchomiłem bohatera tej historii, czyli mojego ZX SPECTRUM’a 48, którego mam do dziś. I udało się wczytać z kasety kilka fajnych gier… Mam nadzieję, że dzięki moim wspomnieniom Wy też przypomnieliście sobie swoje historie z dzieciństwa i jeśli tylko macie ochotę się nimi podzielić, będzie mi bardzo miło - czujcie się jak u siebie w domu. Powspominajmy wspólnie.

Zapraszam też na wspominkowy spacer na YT.

Kończąc, chciałem życzyć Wam Zdrowych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych.
Pozdrawiam
Bajtel

Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka

Moja osiedlowa historia retro – część 2: ZX Spectrum – Bajtki i pierwsze programy u dziadka Bajtki z 1989 roku (numery 8 i 10) Kontynuując w...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.